wtorek, 4 listopada 2014

BOURBON I INNE AMERICAN WHISKY - POCZĄTEK OPOWIEŚCI

„Są na świecie whisky, które stanowią ucieleśnienie niepowtarzalności jednocześnie i miejsca i metod produkcji, będące produktem oryginalnym pod każdym względem. I nie chodzi mi tu o powszechnie nobilitowaną Scotch Single Malt Whisky – wyjątkową przede wszystkim ze względu na miejsce swego pochodzenia, nie zaś na technologię produkcji (lepiej lub gorzej powielaną na całym świecie, np. w Japonii czy Australii). W świecie alkoholi z najwyższej półki nawet koniak nie może poszczycić się taką charakterystyką – można przecież wyprodukować we Francji brandy tymi samymi metodami, co koniak, nie mogąc jej nazwać koniakiem wyłącznie z przyczyn geograficznych. Tą whisky jest Bourbon Whisky, nazwana w 1964 roku przez Kongres „Distinctive Spirit of United States”– woda życia pochodząca wyłącznie z USA, wyprodukowana według wyłącznych dla niej metod.
American vs. Scotch
Niestety bourbon jest przez wielu ortodoksyjnych fanów szkockich whisky wciąż traktowany po macoszemu, momentami wręcz, jako odrębny gatunek alkoholu. Nic bardziej mylnego. Jak mawiają destylatorzy z Kentucky, ojczyzny bourbonów: „Każdy bourbon, to whisky, ale nie każda whisky, to bourbon.”
Definicja Bourbon Whisky określa zasadnicze różnice między tym gatunkiem whisky, a inną whisky, w tym słodową. Głównym ziarnem wsadowym jest tu kukurydza, zwana przez tubylców maize. Najczęściej towarzyszy jej w recepturze słód jęczmienny (ok. 7%) i żyto (ok. 15%). Kukurydza jest zgoła odmiennym zbożem od używanego w Szkocji jęczmienia, stąd stanowi bazę dla whisky zdecydowanie słodszej w palecie. Zapewne dlatego amerykańscy destylatorzy przełamują smakowe walory kukurydzy dodawaniem do zacieru ziaren żyta (lub rzadziej pszenicy).
            Gotowy zacier (mash) poddawany jest najczęściej podwójnej destylacji. Od kiedy Aeneas Coffey w 1830 roku opatentował swój aparat do destylacji ciągłej, jego rozwiązanie znalazło szerokie zastosowanie właśnie w amerykańskim whisky-biznesie (nie zaś w rodzinnej Irlandii czy sąsiedniej Szkocji). Stąd w największych destylarniach whisky w USA pierwsza destylacja odbywa się właśnie w kolumnie destylacyjnej, druga zaś w zmodyfikowanym alembiku.
Kolejną różnicę w produkcji Bourbon Whisky, w stosunku do jej konkurentów ze Szkocji, odnaleźć można w podejściu do maturacji swoich destylatów. Każda whisky, chcąca nosić miano bourbona, musi być bezwzględnie leżakowana w nieużywanej beczce, dodatkowo wypalanej od środka. To być może najważniejszy aspekt, odróżniający bourbon whisky od innych rodzajów wody życia. Każdy miłośnik alkoholi starzonych z pewnością zdaje sobie sprawę, że około połowa elementów ostatecznej palety whisky pochodzi właśnie z drewna beczki. Drewno nowe z natury rzeczy ma najwięcej do zaoferowania destylatom, które mają z nim kontakt. Beczkę używaną, którą powszechnie stosują Szkoci, porównać można (w pewnym uproszczeniu) do torebki z co najmniej raz parzoną herbatą. Z pewnością powstanie z niej jakiś napar, ale zdecydowanie uboższy. W przypadku bourbona mamy więc do czynienia ze stosunkowo intensywną maturacją, którą potęguje klimat znacznie gorętszy i suchszy, niż ten w Szkocji. Dlatego też za minimalnie wyleżakowane uważa się bourbony już 4-6 –letnie, podczas gdy w Szkocji trzeba na godny zaakceptowania efekt czekać około 10-12 lat.
Intensywna maturacja przekładać się będzie również na barwę whisky, którą wlejemy do kieliszka. Bourbony będą tu zdecydowanie ciemniejsze od każdej innej whisky w tym samym wieku. Co więcej, barwa bourbona zawsze wynika tylko i wyłącznie z kontaktu destylatów z beczką. Do Bourbon Whisky nie wolno dodawać żadnych składników dodatkowych, jak chociażby karmelu, stosowanego w Szkocji dla przyciemnienia barwy. Zawsze więc konsument ma pewność, że głęboki bursztyn czy mahoń w kieliszku z bourbonem, to efekt w 100% naturalny i prawdziwy…..”
... Tak właśnie zaczyna się mój nowy cykl artykułów poświęconych american whisky, jaki będzie ukazywał się na łamach PIWNICZKI SMAKÓW, pisma - przewodnika po świecie alkoholi. Powyżej prezentuję jedynie fragment artykułu. Cały tekst możecie przeczytać w najnowszym 13. numerze Piwniczki, wydaniu jesień-zima 2014. Zapraszam i życzę miłej lektury!

czwartek, 30 października 2014

NOWE SZATY DLA RUSSELLLS RESERVE

Kiedy w 2000 roku pojawiał się pierwszy bourbon Wild Turkey Russellls Reserve, wzbudził on wiele emocji. Był to limitowany bourbon 10-letni z klasyczną do niedawna dla Wild Turkey zawartością alkoholu 101 proof (50,5%) i oceniano go, jako jeden z najlepszych produktów destylarni. Wyglądał tak:
W 2005 roku Russells Reserve 10YO przeszedł gruntowną metamorfozę. Przede wszystkim zmieniono mu konfekcję. Butelka stała się bardziej pękata, no i etykietki zmieniły całkowicie sówj wygląd. Przede wszystkim zniknęły z nich wyrazy Wild Turkey. Od teraz Russells Reserve stanowić miał samodzielną markę słynnej destylarni. Jednak nie to dla konsumenta (i miłośnika whiskey z Wild Turkey) okazało się zmianą najważniejszą. Niestety (i piszę to z pełna odpowiedzialnością) zmieniono w tej bourbon whiskey zawartość alkoholu ze 101 proof na 90 proof (45%). Decyzja ta okazała się znamienna w skutkach dla palety znakomitego RR z lat 2000-2005. Kto ceni sobie whiskey z Wild Turkey, wie o czym mówię. To niby tylko kilka % mniej, ale w odczuciach oznacza znacznie mniej doznań - niestety.
Druga odmiana RR 10Y0 nie egzystowała zbyt długo. Już w 2008 pojawiła się trzecia odsłona tego bourbona. Wielu oczekiwało powrotu do formy z początku millenium, ale się nie doczekało. Zmieniono etykiety i... nic więcej:
W tak zwanym międzyczasie rodzinę samodzielnej marki Russelle Reserve w palecie oferty Wild Turkey Distillery wzbogaciły dwie whiskey:
* RR Rye 6YO
* RR Single Barrel
Obie w kwestii konfekcji oczywiście nawiązywały jako żywo do formy RR 10YO nr 3.
Ale oto całkiem niedawno świat american whiskey obiegła plotka, że coś w rodzinie RR znów ma drgnąć. Plotki te zdają się potwierdzać i nabierają realnego kształtu. Oto, drodzy fani bourbon i marki RR, znów ma się zmienić konfekcja i nic poza tym. Wild Turkey przedstawił póki co wzory nowych etykiet. Oto one:
* RR 10YO:
* RR Rye 6YO:
* RR Single Barrel:
Kształtu butelki jeszcze nie potwierdzono, choć można przypuszczać, że ten się nie zmieni - tak samo, jak nie drgnęło nic w kwestii percentażu 10-letniego RR. Można za to zauważyć dwa autografy - ojca Jimmy'ego Russella i jego syna Eddie'go (do tej pory funkcjonował podpis jedynie starego mistrza.
Widać więc, że Gruppo Campari (właściciel Wild Turkey) poważnie traktuje rodzinę whiskey RR, choć dba tu jedynie o drobiazgi. Na szczęście w czwartej odsłonie RR w przypadku wersji Single Barrel zniknie mylący i kompletnie nieprzemyślany napis Small Batch - w końcu albo Single Barrel albo Small Batch.

wtorek, 28 października 2014

MIKROKULTURA W SZTUCE FERMENTACJI - CZYLI RZECZ O DROŻDŻACH

       „Istnieje jeden wspólny mianownik dla absolutnie wszystkich rodzajów alkoholi – drożdże. To właśnie te wszędobylskie mikroorganizmy są zdolne zamienić cukier w alkohol. Jeśli zapewnić im dobre warunki rozwoju, drożdże będą też intensywnie się mnożyć. Jak widać zatem, również w skali mikro alkohol i reprodukcja miewają ze sobą wiele wspólnego. Oczywiście bez drożdży nie byłoby również whisky. Dziś zatem o drożdżach i ich roli w produkcji whisky - bourbon whisky.
Panowie Beam czyli produkcja i reprodukcja
W przypadku american whisky drożdże automatycznie kojarzone są z jednym nazwiskiem – Beam. Członkowie rodziny Beamów i drożdże mają ze sobą wiele wspólnego. W jednym i drugim przypadku da się stwierdzić naturalną zdolność do produkcji alkoholu i reprodukcji oraz przekazywania pożądanych cech następnym pokoleniom. Brzmi to może groteskowo, ale w rzeczywistości stanowi realny wkład w rozwój whisky-biznesu w USA.
W zasadzie wszyscy destylujący członkowie rodziny są potomkami germańskiego osadnika Jacoba Boehma (1760-1839). Ten zaś rozpoczął dynastię bourbon-baronów poprzez swego syna Davida i jego trzech synów – Davida, Josepha i Johna. John (znany jako Jack) miał tylko jednego syna, który w dodatku był bezdzietny. Na szczęście pozostali bracia w tej kwestii nie próżnowali. Każdy z nich miał po dwóch synów, którzy oczywiście zostali destylatorami. Synami Davida byli James (słynny Jim Beam) i Park, zaś Josepha – Minor i Joe. Choć każdy z nich pracował w rodzinnym interesie, to Joe był tym człowiekiem, który swoją działalność rozszerzał daleko poza własne podwórko. Po zniesieniu prohibicji w 1933 roku każdy, kto chciał uruchomić nową destylarnię lub miał problemy z już istniejącą, dzwonił właśnie po Joe Beama.
Współczesna produkcja drożdży jest daleko wyspecjalizowana i oparta na naukowych podstawach. Jednak jeszcze kilkadziesiąt lat temu przygotowanie drożdży fermentacyjnych leżało wyłącznie w gestii samych destylatorów, zaś sztuka ta przekazywana była bezpośrednio z ojca na syna. Pomimo postępu nauki, wielu destylatorów wciąż opierało się nowoczesności w tym względzie. Zarysowała się z czasem dość gruba linia oddzielająca od siebie tzw. „scientific distillers” i „practical distillers”. Panowie Beam niewątpliwie należeli do tej drugiej grupy. Minor miał jednego syna, który został destylatorem, jednak wspomniany Joe miał ich siedmiu. Z czasem ustaliła się zasada, według której Joe pomagał uruchomić jakąś destylarnię, po czy zostawiał w niej jednego lub dwóch swoich synów w roli mistrzów destylacji. Ten schemat obowiązywał w Kentucky przez długie lata. Istniała też druga nienaruszalna zasada – do każdej nowej destylarni Joe zabierał własne drożdże, których kultury wyhodował po raz pierwszy w 1895 roku.
Wyhodowanie pożądanych kultur nie jest łatwe. Choć drożdże są praktycznie wszędzie, nie wszystkie nadają się do produkcji odpowiedniego alkoholu. Sztuką zatem było rozpoznanie i „wyłapanie” tych odpowiednich oraz stworzenie im komfortowych warunków rozwoju. W takich warunkach drożdże intensywnie się rozmnażają i z rzadka mutują. Obie te cechy są niezwykle cenione przez destylatorów, gdyż wpływają bezpośrednio na ciągłość produkcji i niezmienność produktu.
            Jedną z nielicznych destylarni, w pracy której swojego udziału nie miał Joe (lub któryś z jego synów), była destylarnia pod Shepherdsville, kierowana przez jego kuzynów – Jima i Parka. Park miał dwóch destylujących synów – Carla i Earla. Jeremiah (syn Jima) nie miał dzieci, ale miała je córka Jima, Margaret. Jej synem był słynny Booker Noe.
            Oczywiście Joe nie był jedynym Beamem, który posiadł umiejętność wyhodowania stosownych drożdży. Jim i Park również robili to znakomicie, cały czas przekazując tę umiejętność z ojca na syna. Booker uwielbiał w swoim czasie opowiadać o tym, jak dziadek Jim hodował swoje drożdże w wiadrze na werandzie domu w Bardstown, przyczyniając się tym do permanentnego zasmrodzenia całego domu.
Przygotowanie drożdży
            W zasadzie można wyróżnić dwa kluczowe aspekty przygotowania od podstaw drożdży produkujących whisky. Po pierwsze, potrzebne jest medium do wzrostu tych mikroorganizmów, tzw. zacier drożdżowy (yeast mash). Każdy destylator przygotowuje go według własnej indywidualnej, często podpartej rodzinną tradycją, receptury. Zacier drożdżowy różni się od zwykłego zacieru, stosowanego do produkcji bourbon whisky (whisky mash). W tym drugim (zgodnie z prawem) przeważa kukurydza, zaś resztę dopełnia żyto (lub pszenica) i słód jęczmienny. W przeciwieństwie do niego yeast mash składa się głównie ze słodu jęczmiennego, z dodatkiem odrobiny żyta lub pszenicy, jednak nigdy kukurydzy. Do tego czasem dodaje się jeszcze chmielu (czego nie uświadczymy w whisky mash).
Po drugie, potrzebna jest umiejętność rozpoznania zacieru drożdżowego, w którym pozyskano pożądaną kulturę drożdży. W tym celu niezbędne wydaje się doświadczenie przy ocenie przebiegu fermentacji whisky mash. Samo zapoczątkowanie procesu fermentacji jest w zasadzie banalnie proste. Drożdże występują praktycznie wszędzie wokół nas. Wystarczy wyeksponować na ich działanie mieszankę wody i jakiegoś źródła cukrów fermentacyjnych i fermentację mamy praktycznie zapewnioną (wie to każdy, kto zostawił na nieco dłużej jakieś owoce, szczególnie latem). Sztuką jest więc rozpoznanie tego właściwego nastawu (batch), czynione najczęściej poprzez ocenę zapachową, smakową czy wizualną fermentującego zacieru.
Jedna z teorii dotyczących początków bourbon whisky głosi, iż to między innymi dlatego Kentucky stało się ojczyzną bourbona, że w swym środowisku posiada te pożądane przez destylatorów kultury drożdży. Ile prawdy w tej teorii, to już inna historia. W każdym razie po stwierdzeniu, że dany nastaw spełnia oczekiwania destylatora, ten przenosił część danego nastawu drożdżowego do kolejnego, świeżego nastawu, w celu propagacji konkretnej kultury małych grzybów. Czynność ta była powtarzana kilkukrotnie, aż do uzyskania odpowiedniej ilości mikroorganizmów, mogących zapewnić ciągłość produkcji whisky w danej destylarni….” 
To jedynie fragment mojego najnowszego artykułu, jaki ukazał się właśnie na łamach październikowego numeru Rynków Alkoholowych. Do lektury całości oczywiście serdecznie zapraszam, ale już na łamy owego miesięcznika branżowego - miłej lektury!

niedziela, 26 października 2014

WOODFORD RESERVE MASTERS COLLECTION SONOMA-CUTRER FINISH

Jakoś od kilkunastu dni nie mogę opuścić tematyki związanej z koncernem Brown-Forman, właścicielem takich destylarni, jak Brown-Forman Distillery (dawniej Early Times), Jack Daniel Distillery i Woodford Reserve Distillery. Tym razem to właśnie destylarni Woodford Reserve chciałbym poświęcić chwilę.
Jak co roku, tak i tym razem, Chris Morris (mistrz destylacji w Brown-Forman i Woodford Reserve) ujawni swoje najnowsze (dziewiąte już) doroczne dzieło z serii Masters Collection. Tym, którzy choć trochę interesują się tą ekskluzywną linią whiskey, destylowaną w 100% w trzech miedzianych alembikach, już gdzieś nazwę zawartą w tytule tego posta słyszeli. A jakże! Bourbon o tym samym oznaczeniu narodził się w 2007 roku (jako drugi z serii) i również był finiszowany w winie z Sonoma-Cutrer. Było to jednak wino oparte na szczepie Chardonnay.
Tym razem winiarze z winiarni należącej, a jakże - do BF, do finiszowania tej bourbon whiskey przeznaczyli beczki po winie wyprodukowanym z owoców szczepu Pinot Noir. Selekcji beczek dokonał winemaking director z Sonoma-Cutrer, niejaki Mick Schroeter.
Produkt pojawi się na rynku już w listopadzie br. w cenie 100$ za 750ml butelkę (oczywiście na rynku pierwotnym). Nam przyjdzie zapłacić za nią 1,5-2 razy więcej i to, jeśli się pojawi gdzieś w Europie. Trzeba jednak przyznać, że może w niewielkich ilościach, ale z reguły każda edycja na stary kontynent przybywała, choć w pomniejszonych o 50ml butelkach. Należy zatem oczekiwać, że tak też będzie i w tym przypadku.

wtorek, 21 października 2014

OLD FORESTER DISTILLERY - NOWA INWESTYCJA BROWN-FORMAN

Wczoraj wspominałem o nowościach i planach korporacji Brown-Forman w stosunku do flagowej marki Old Forester. Dziś chcę donieść o kolejnym kroku B-F w tym względzie. Jak się okazuje, plany rewitalizacji marki obejmują również budowę nowej destylarni i visitor center. Rzecz ma się dziać na East Main Street (czyli na słynnej Whisky Row w Louisville - tam, gdzie coraz więcej znaczących na bourbonowym rynku firm chce mieć swoje biura, centra wizytowe i demonstracyjne destylarnie (jak Evan Williams Experience należący do Heaven Hill Distilleries). 
Jednak w przypadku planów B-F nowa destylarnia wcale nie będzie się ograniczać jedynie do funkcji demonstracyjnej. Będzie to pełnoprawna destylarnia z zapleczem (między innymi z pracownią beczek, magazynem leżakowym i linią butelkującą). Nowa destylarnia docelowo ma wspomóc projekt rewitalizacji marki Old Forester, dostarczając dla niej dodatkowych ilości destylatów. By spełnić tę rolę, destylarnia ma docelowo produkować 30 beczek dziennie czyli około 120 tysięcy skrzynek gotowej do sprzedaży whisky rocznie. Uruchomienia destylarni spodziewamy się w 2016 roku. Koszt inwestycji, to wstępnie 30 mln $. Jak tylko będę dysponował choćby wizualizacją projektu budowy Old Forester Distillery, zaraz dam Wam znać.

poniedziałek, 20 października 2014

NOWOŚCI MARKI OLD FORESTER

Old Forester Bourbon Whisky, to marka kultowego bourbona, którego twórcą jest George Garvin Brown - jeden z najważniejszych baronów bourbona i założyciel korporacji Brown-Forman.
Old Forester rzeczywiście jest kultowy, a na pewno bardzo znany i modny, ale w gruncie rzeczy tylko w USA.. Tak się jakoś w międzyczasie poskładało, szczególnie po kryzysie w amerykańskim whisky-biznesie na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku, że marka Old Forester (chcąc nie chcąc) stała się marką bez mała niszową.
Echa kryzysu już dawno zamilkły, a świat ogarnął prawdziwy whisky-boom. W obliczu takiej rzeczywistość włodarze z Brown-Forman oblicze swego flagowego bourbona postanowili diametralnie zmienić. Tak oto spodziewać się możemy odświeżenia palety bourbonów Old Forester o nowe edycje, pochodzące z różnych kombinacji nastawów (batch). Pierwszym przedstawicielem nowej serii bourbonów Old Forester będzie Old Forester 1870 Original Batch. Bourbon ten ma nawiązywać do metody zestawienia whisky, jaką na początku swej kariery stosował sam George G. Brown. Według źródeł mistrz wykreował pierwszego regularnie butelkowanego bourbona mieszając ze sobą destylaty z 3 różnych destylarni. W nawiązaniu do tego faktu obecny master distiller Chris Morris stworzył Old Forestera 1870 Original Batch mieszając ze sobą destylaty pochodzące z 3 różnych magazynów leżakowych, należących do korporacji B-F. Destylaty te będą w różnym wieku, destylowane w różnym czasie i z różnym entry proof (zawartością alkoholu przy beczkowaniu). Butelka nowego Old Forestera o poj. 750 ml będzie w USA kosztować 45$. U nas, jeśli w ogóle się pojawi, kosztował będzie rzecz jasna więcej (o ile? - nie wiadomo).
Wiadomo natomiast, jakie oblicze zaprezentuje nam kolejny przedstawiciel rodziny Old Foresterów - Old Forester Birthday Bourbon. Ta limitowana doroczna edycja istnieje na rynku od 2002 roku. Wśród innych reprezentantów marki Birthday Bourbon wyróżnia się nie tylko kształtem butelki, ale i dbałością o jakość finalnego produktu. Edycja Old Forester Birthday Bourbon 2014 jak zawsze, tak i teraz, jest whisky około 12-letnią z zawartością alkoholu 97 proof (48,5%). Cena na rynku pierwotnym (czyli w USA) wynosi 60$. Jak zawsze, tak i tym razem urodzinowy Old Forester pojawi się też zapewne i na rynku europejskim. Cena będzie i w tym przypadku wyższa, choć muszę przyznać, że wciąż do przyjęcia (przynajmniej do tej pory).

niedziela, 28 września 2014

KOLEKCJONOWANIE WHISKY - CHWILOWA MODA CZY SPOSÓB NA ŻYCIE?

"Kolekcjonowanie whisky dla przyjemności posiadania wyjątkowych przedmiotów i dodawania do nich coraz to nowych okazów wydaje się być imperatywem wewnętrznym, któremu wielu miłośników wody życia nie jest w stanie się oprzeć. Do niedawna praktyka ta była słabo ewidencjonowania, a nawet lekceważona przez sporą rzeszę specjalistów i dziennikarzy tematu, którzy za jedyny słuszny cel nabywania butelek whisky uznawali ich otwieranie i opróżnianie. Rzecz jasna trudno zaprzeczyć temu, że whisky (jak i inny alkohol) artykułem spożywczym jest przede wszystkim. Jednak dzisiejszy gigantyczny wzrost tak pierwotnego, jak i wtórnego rynku whisky na świecie oraz zestawienia i opinie znawców tematu wyraźnie wskazują na zupełnie inne uzasadnienie bytu wielu butelek z „płynnym złotem”. Bez skrupułów więc można przypuszczać, że nadszedł oto znakomity czas dla kolekcjonerów whisky, którzy wzbogacają swoje zbiory nie tylko dla czerpania przyjemności spożywania czy li tylko posiadania, ale również dla gromadzenia cenniejszego z dnia na dzień
kapitału.
Zbieractwo czy prawdziwa pasja?
            Jeśli nie jesteś kolekcjonerem whisky, nie przejmuj się – może to na ciebie spaść w każdej chwili. Jeśli zaś jesteś kolekcjonerem, ale dopiero od niedawna, też się nie przejmuj – prawie żaden kolekcjoner whisky nie zaczynał swojej kariery zbieracza właśnie od niej. Wcześniej to były być może karty telefoniczne, puszki po piwie czy inne pudełka po zapałkach. Kolekcjonerzy whisky, to najczęściej ludzie dojrzali, z ugruntowanym doświadczeniem zawodowym i raczej nie z pustym portfelem. Do nabycia tych trzech cech z reguły potrzeba czasu, zaś samo kolekcjonowanie whisky bywa nie chwilową obsesją, a chorobą przewlekłą, trwającą nierzadko do końca życia.
            Kiedy zwykłe gromadzenie butelek w celu powiększenia zbiorów zamienia się w prawdziwą pasję? Kiedy zwykłe butelki whisky przeistaczają się w muzealne obiekty, którym ich posiadacze oddają swoistą cześć? Tak naprawdę zaczyna się to niepostrzeżenie znacznie wcześniej, niż każdy myśli i jest z pewnością czymś więcej, niż tylko przypadkową akumulacją butelek. Każda kolekcja whisky jest osobistym dziełem kolekcjonera, który zwykłym butelkom z alkoholem nadaje ponadnormatywnego, a czasem wręcz symbolicznego znaczenia. Kolekcjonowanie whisky, to przedsięwzięcie łączące w sobie najlepsze z możliwych aspekty znawstwa tematu, jak entuzjazm, przenikliwość oraz detektywistyczna umiejętność przeszukiwania rynku, połączona z bankierską oceną ryzyka. Umiejętność podejmowania szybkiej decyzji również jest tu cnotą, szczególnie w obliczu niespodziewanego cennego odkrycia (któremu towarzyszyć może znacznie przyspieszenie rytmu serca). Cechy te przydają się przy ocenie namierzonej whisky, jej pochodzenia, autentyczności i realnej wartości. Kryteria doboru w obliczu pełnych półek dobrze zaopatrzonego sklepu czy katalogu aukcyjnego są wówczas nader indywidualne. W związku z tym z reguły nie notuje się na świecie dwóch bliźniaczych kolekcji.
Kolekcjonowanie od kuchni
            Istnieje wiele teorii dotyczących prawdziwych powodów kolekcjonowania czegokolwiek. Są tacy, którzy uwielbiają moment namierzenia poszukiwanej butelki, tym bardziej, gdy dokonują jej zakupu po akceptowalnej dla nich cenie. Wówczas już sama świadomość aktu nabycia i czas oczekiwania na dostawę są niezwykle ekscytującymi aspektami kolekcjonerskiego bytu. W końcu, by tak się stało, trzeba często pokonać wiele atakujących umysł wątpliwości i ewentualnych konsekwencji (jak chociażby reakcja życiowego partnera na widok kolejnej, prawdopodobnie nienajtańszej butelki). Są też tacy, którzy kolekcjonują whisky dla osiągnięcia stanu wyższej świadomości czy innego komfortu psychicznego. Niektórzy też po prostu chcą się czymś wyróżnić w bliższym lub dalszym otoczeniu, a kolekcja ekskluzywnych whisky zdaje się być w tej kwestii nobilitująca. Zapewne realna lista powodów kolekcjonowania jest znacznie dłuższa, a powody te mogą się w konkretnych przypadkach często krzyżować.
            Jedno jest pewne – każda kolekcja whisky będzie specyficzna, oparta na partykularnych kryteriach, właściwych dla każdego kolekcjonera z osobna. Powstaną więc zapewne kolekcje whisky tylko z jednej wybranej destylarni lub z tych destylarni, które już nie istnieją. Zdarzą się również zbiory whisky o określonym wieku lub z określonej ery ich produkcji. Kolekcje whisky mogą też dotyczyć tylko miniaturek danych marek bądź wyłącznie wersji rozlewanych do glinianych dzbanków. Prawdę mówiąc tu lista również będzie długa i raczej nieskończona. Niezależnie od kryterium, jedna cecha będzie łączyć wszystkich kolekcjonerów – to owa transcendentalna moc, jaką kolekcjoner jest w stanie obdarzyć każdą butelkę whisky ze swojej kolekcji, zamieniając tym zwykły produkt spożywczy w obiekt pożądania. Pomóc temu może powiązanie danej flaszki z ważnym wydarzeniem w życiu, ze spotkaniem z mistrzem destylacji czy z prezentem na swoje 40-te urodziny.
            Te wszystkie wymienione przeze mnie aspekty kolekcjonowania z łatwością tłumaczą silne przywiązanie kolekcjonerów do swoich okazów oraz ich ogromną niechęć do wszelkich pomysłów sprzedaży zbieranych mozolnie „cudeniek” (nawet w obliczu niezłego zysku). W końcu jakaż musiałaby to być cena, by w jakikolwiek sposób zrekompensować stratę, rozumianą tu w sensie jak najbardziej niematerialnym….."
Jeśli chcesz poznać dalszą część mojego artykułu poświęconego arkanom jednej z najprężniej rozwijających się pasji kolekcjonerskich na świecie - zapraszam do najnowszego, wrześniowego wydania miesięcznika Rynki Alkoholowe
Miłej lektury!!!

sobota, 20 września 2014

ANTIQUE COLLECTION 2014

Na przełomie września i października pojawi się kolejna edycja słynnej i pożądanej Antique Collection (AC) od Buffalo Trace Distillery. Jak od kilku lat, tak i tym razem kolekcja obejmie 5 whiskey, za które dystrybutor będzie sobie życzył po 80$. Ta cena dla nas, czyli europejskich miłośników american whiskey, jest oczywiście niespełnialnym marzeniem, abstrakcją kompletną. Nawet jeśli butelki z AC pojawią się na europejskim rynku (a pojawią), to ich cena od progu będzie około 1,5-2 razy wyższa, a z czasem będzie już tylko rosła.
Poniekąd to wina Jima Murraya, który najwyraźniej upodobał sobie whiskey z AC i sukcesywnie ogłasza którąś z nich najlepszą (lub drugą najlepszą) whisk(e)y świata w ramach swojej dorocznej edycji Whisky Bible. Od kilku lat (2-3) notować można w związku z tym ogromny wzrost zainteresowania butelkami AC, co przekłada się na realny spadek dostępności tych whiskey oraz na ceny, które potrafią wywindować się do poziomu 1000% ceny pierwotnej.
Przejdźmy jednak do tegorocznej edycji Antique Collection:
1. Sazerac Rye 18YO - tym razem destylaty do kultowego już Sazeraca pochodzą z magazynu leżakowego K. Alkohol wciąż na poziomie 90 proof (45%).
2. Eagle Rare 17YO - tu również alkohol osiąga percentaż na poziomie 90 proof. Destylaty do tej edycji bourbona leżakowały na drugim, trzecim i szóstym piętrze magazynu leżakowego I oraz K i to przez blisko dwie dekady.
3. Thomas H. Handy - to druga (obok Sazeraca 18YO) rye whiskey w AC, nierozcieńczana i niefiltrowana. Tym razem zawartość alkoholu sięga 129,2 proof (64,6%). Destylaty do tegorocznej edycji powstały wiosną 2008 roku i leżakowały na piątym piętrze magazynu M.
4. William Larue Weller - ten niefiltrowany i nierozcieńczany bourbon pszeniczny (wheated bourbon) w obecnej odsłonie osiągnął najwyższy (jak dotychczas) percentaż, bo aż 140,2 proof (70,1%). To może normalne jest dla bourbon George T. Stagg, ale nie dla WLW, a to z uwagi na entry proof tej whiskey na poziomie 105 proof (52,5%), a nie na zwyczajowego dla bourbonów żytnich entyr proof równe 125 (62,5%). Destylaty do tej edycji powstały wiosną 2002 roku i leżakowały na drugim, trzecim, czwartym i szóstym piętrze magazynu D, K i L.
5. George T. Stagg - wciąż najbardziej utytułowana whiskey z całej kolekcji. Bourbon ten zawsze charakteryzował się najwyższym poziomem zawartości alkoholu ze wszystkich przedstawicieli AC - do teraz. Z zawartością alkoholu na poziomie 138,1 proof (69,05%) dał się wyprzedzić w tym względzie WLW. Destylaty do tegorocznej edycji powstały w 1998 roku i leżakowały aż w siedmiu różnych magazynach (C, H, I, K, L, P, Q). GTS jak zawsze, tak i teraz jest bourbonem żytnim niefiltrowanym i nierozcieńczanym.
To tyle. Czas na łowy. Może uda się kupić którąś z flaszek AC po w miarę "normalnej" cenie...

poniedziałek, 15 września 2014

PARKERS HERITAGE COLLECTION 2014

Wiadomo już co nieco o jednej z najgorętszych premier każdej jesieni w USA. Niewiele marek american whiskey rozgrzewa tak fanów gatunku, jak ekskluzywna seria limitowanych ekstrasów od Heaven Hill pod tytułem Parkers Heritage Collection (PHC).
HH na jesień tego roku przygotował kolejną odsłonę swojej utytułowanej kolekcji, powstałej na cześć słynnego Parkera Beama, emerytowanego już master distillera HH. Tym razem to jednak nie będzie bourbon whiskey, a wheat whiskey - czyli whiskey oparta na minimum 51% pszenicy w recepturze.
Tak się składa, że HH od 2005 roku ma w swojej ofercie wheat whiskey w postaci Bernheim Original (którą równiez posiadam w swojej kolekcji pod http://american-whiskey.cba.pl/wheat/1.htm). Egzystowała ona do czerwca tego roku w postaci destylatów 5-letnich. Teraz Bernheima można dostać już tylko w wersji 7-letniej, wraz z odświeżoną etykietą, choć brzydszą od oryginalnej (patrz poniżej)
TAK BYŁO:
A TAK JEST:
W każdym razie najnowszy PHC jest tą samą wheat whiskey, co Bernheim, ale poddaną dodatkowej 6-letniej maturacji - co daje łącznie 13 lat spędzonych w beczce, w magazynie leżakowym Y, znajdującym się na terenie HH w Bardstown. Trunek będzie oferowany, jako nierozcieńczany i niefiltrowany (super!), z zawartością alkoholu na poziomie 127,4 proof (63,7%). Cena na rynku pierwotnym ma wynieść 90$ za 750ml butelkę. Premiera na sklepowych półkach jeszcze w tym miesiącu!
Tomasz Falkowski
http://american-whiskey.cba.pl/

środa, 3 września 2014

NOWOŚCI NA JESIEŃ 2014

Jak co roku, tak i tym razem najwięcej nowości ze świata American Whiskey należy spodziewać się właśnie teraz. W końcu wrzesień, to oficjalny Bourbon Heritage Month - i właśnie z tego powodu każdy liczący się na rynku gracz chce pokazać coś ekstra. Należy zatem spodziewać się kolejnych edycji limitowanych,kolejnych edycji specjalnych i innych "białych kruków", co oznacza, że tanio nie będzie... niestety. Ale do rzeczy.
Dziś cztery nowości od dużych graczy:
1. Elijah Craig Single Barrel 23 YO - po zakończeniu produkcji kultowego już ECSB 18YO Heaven Hill zadeklarował doroczne wypuszczanie na rynek limitowanej edycji ECSB w wieku co najmniej 20 lat. Słowa dotrzymano. Do tej pory pojawiły się dwie oficjalne edycje (20YO i 21YO) oraz jedna nieoficjalna (22YO). O edycji 22YO tak naprawdę nie znajdziecie w materiałach źródłowych nic lub prawie nic. W sumie to bardzo tajemnicza historia i mało kto w ogóle wie, że ECSB 22YO w ogóle istnieje. Poniżej prezentuję jej fotkę:
W tym roku swoją premierę będzie miała 23-letnia wersja ECSB, do której destylaty leżakowały podobno na środkowych piętrach bliżej nieokreślonych magazynów, należących do Heaven Hill. Cena wysoka, bo 200 dolców na rynku pierwotnym.
2. Four Roses Small Batch Limited Edition 2014 - na wiosnę destylarnia Four Roses wypuszcza limitowaną edycję swojego bourbona Single Barrel, zaś na jesieni właśnie edycję limitowaną small batcha. Ostatnimi laty to właśnie jesienne edycje limitowane Four Roses odnoszą prestiżowe sukcesy na różnych targach i konkursach, włącznie z tytułem American Whiskey of the Year wg magazynu Whisky Advocate. W tym roku limitowany small batch będzie mieszanką 4 receptur bourbonów (z 10 możliwych w Four Roses):
OBSV 13YO, OESV 12YO, OBSF 11YO i OBSK 9YO. Oczywiście całość nierozcieńczana (barrel proof) i niefiltrowana. Produkcja obejmie dokładnie 11.200 butelek czyli najwięcej jak dotychczas (poprzednie edycje obejmowały 8.000 butelek w 2013 roku i 4.000 butelek w 2012 roku).
3. Makers Mark Cask Strength - tak, tak - to nie pomyłka! Oto ten Makers Mark, który ogłosił był jakiś czas temu zamiar zmniejszenia zawartości alkoholu w swoich bourbonach z 45% do 42% (z uwagi na niemożność sprostania zamówieniom), teraz ogłasza zgoła coś zupełnie przeciwnego. Oto na rynku pojawi się wersja bez rozcieńczania czyli około 113 proof (56,5%). Oferta będzie obejmowała butelki o pojemności 375ml, czyli połówki amerykańskiego standardu 750ml. Za to cena jak najbardziej pełnowymiarowa, bo 40 dolarów na rynku pierwotnym (czyli w przeliczeniu 80$ za dużą butelkę). To w sumie dużo, zważywszy na to, że konkurenci oferują podobne wersje w cenie ok. 50$ za normalne 750ml. Myślę jednak, że butelki te i tak sprzedadzą się "na pniu". W końcu to Makers Mark, i to w wersji, jakiej świat fanów tej marki nigdy do tej pory na oczy nie widział, a nawet i o niej nie śmiał marzyć!
4. Woodford Reserve Rye - jak donosi Chris Morris, mistrz destylacji Brown-Forman (do którego należy Woodford Reserve Distillery, destylarnia szykuje się do regularnej sprzedaży Rye Whiskey spod znaku WR. Będzie to mieszanka destylatów 7-8-letnich. Na razie nie znamy więcej szczegółów. W każdym razie nowy WR ma być uzupełnieniem do cywilnej i znanej wszystkim wersji bourbona Woodford Reserve Distillers Select.
Tyle na dziś. Niedługo kolejne propozycje na tegoroczną jesień...