sobota, 20 kwietnia 2013

NAJLEPSZE AMERICAN WHISKEY WG "WHISKY MAGAZINE"

W najnowszym numerze "Whisky Magazine" autorzy tego znanego na całym świecie pisma prezentują laureatów "Icons of Whisky 2013" (konkursu rozstrzyganego corocznie przez magazyn). Poniżej podaję listę zwycięzców w kategorii "American Whiskey":
1. Best Wheat - Bernheim Original Straight Wheat Whiskey (Heaven Hill Distilleries)
2. Best Non Bourbon - Balcones True Blue Corn Whisky (Balcones Distilling)
3. Best Rye Whiskey - Whistle Pig Straight Rye Whiskey 11YO (WhistlePig Farm)
4. Best Bourbon - George T. Stagg (Buffalo Trace Distillery)
5. Best Tennessee Whskey - George Dickel Superior No.12 Brand (George A. Dickel & Co.)
6. World's Best American Whiskey (czyli zwycięzca zwycięzców) - George T. Stagg
W sumie to nic w tym by nadzwyczajnego nie było - w tym roku wygrywa ten, w tamtym ktoś inny - wedle uznania i zasług. Jednak mocno zastanowiła mnie jedna z istniejących w tym konkursie kategorii: "Best Tennessee Whiskey". No bo znów, niby wszystko w porządku, ale dla mnie jednak nie do końca.
Zwycięzcą tej podkategorii została George Dickel Tennessee Whiskey No.12. W tym przypadku nie mam żadnych zastrzeżeń - w końcu to dobre, co komu smakuje, a to najlepsze, co kogo zachwyci. Tylko zastanawiam się, jakie kryteria przyświecają fachowcom z Whisky Magazine (WM) w ustanowieniu i przede wszystkim w utrzymywaniu takiej kategorii whiskey w swoim konkursie. Skąd moje wątpliwości? Otóż stąd:
1. W amerykańskim prawie (a to ono jedynie reguluje rynek american whiskey) gatunek Tennessee Whiskey po prostu nie istnieje. Piszę o tym tutaj.
2. Wszystkie obecnie produkowane Tennessee Whiskey, włącznie z George Dickelem (GD) i Jackiem Danielsem (JD), produkowane są dokładnie według wymogów specyficznych dla Bourbon Whiskey, a nazwanie ich Tennessee whiskey jest tylko swobodną decyzją producentów.
3. Domyślam się, że znawcy tematu z WM wyodrębnili wspomnianą kategorię prawdopodobnie dla stosowanego przy produkcji Tennessee Whiskey z GD i JD procesu charcoal mellowing (filtrowanie destylatu przez 3-metrową warstwę klonowego węgla drzewnego). Tyle że charcoal mellowing nie dotyczy wszystkich Tennessee Whiskey. Taką jest chociażby Benjamin Prichards Tennessee Whiskey (pisałem o niej tutaj). I tu moje pytanie - czy panowie z WM zaliczyli whiskey Pricharda do swojej kategorii "Best Tennessee Whiskey" w trakcie tegorocznego rozstrzygania swoich Ikon. W końcu whiskey Pricharda ma na etykiecie napis "Tennessee Whiskey". W zasadzie to pełnoprawna Bourbon Whiskey, to może WM zaliczyło ją do kategorii "Best Bourbon".
4. Zastanawiam się na koniec, jak spece z WM zachowają się wobec Corsair Grainiac Tennessee Bourbon, o którym też już wspominałem niedawno tutaj. W końcu pochodzi z Tennessee. A że jest nazwana Bourbonem, cóż... Benjamin Prichards Tennessee Whiskey też mogłaby się nazywać Tennessee Bourbon, a tylko kaprys producenta spowodował, że tak się nie nazywa. To samo dotyczy Tennessee Whiskey z GD i JD.
Niestety na kategorii "Best Tennessee Whiskey" moje zastrzeżenia co do fachowości decyzji żurnalistów z WM się nie kończą. Zastanawiam się, dlaczego obok kategorii Best Wheat Whiskey i Best Rye Whiskey (numery 1 i 3 na liście laureatów) istnieje przedziwna kategoria, zwana przez WM "Best Non Bourbon", w której to wygrywa ostatecznie Corn Whiskey (numer 2 na liście laureatów). W końcu nie tylko Corn Whiskey, ale też Rye czy Wheat, to przecież nie są Bourbony. Co zatem mają na myśli ludzie z WM mówiąc w swoim konkursie "Non Bourbon", nie mam zupełnie pojęcia - zakrawa to na czysty anachronizm. Corn Whiskey ma już tyle swoich oblicz (i jest podparty prawną definicją), że zasługuje na odrębną kategorię na równi z Rye czy Wheat. Poza tym, dzięki działalności coraz większej rzeszy amerykańskich mikrodestylarni (obecnie około 300) whiskey oparta na życie, pszenicy czy kukurydzy powoli tchnie myszką. Na rynku istnieje coraz więcej whiskey zacieranych na bazie takich zbóż, jak owies, komosa, gryka i inne. 
W sumie to jestem za utrzymaniem specjalnej kategorii american whiskey, które z różnych przyczyn nie mieszczą się w zwyczajowych ramach powiedzmy Straight Whiskey. Jednak nie nazywałbym ich Non Bourbon, bo z taką nazwą nijak się to ma do obecnie niezwykle szybko rozwijającego się rynku whiskey z Nowego Świata. Panowie z Whisky Magazine! - Czas na dostosowanie swych skostniałych i stereotypowych poglądów na temat American Whiskey do rzeczywistości. Na świcie istnieje nie tylko Scotch Single Malt. Może czas przestać lekceważyć i traktować po macoszemu inne gatunki whiskey z innych zakątków świata.
Będę śledził ewolucję rozważań panów z Whisky Magazine na temat opisywanej tu kategorii "Best American Whiskey". Ciekaw jestem czy w końcu ich olśni i do jakich wniosków dojdą.
Tu będę kończył. Nie chcę tak naprawdę rozstrzygać problemu (choć zrobiłbym to z chęcią), a jedynie go zaznaczyć, wsadzić kij w mrowisko. Ciekaw też jestem Waszych opinii na ten temat...

środa, 10 kwietnia 2013

JIM BEAM DISTILLERS MASTERPIECE - REINKARNACJA!!!

W 1999 roku na rynku pojawił się bourbon niezwykły, jak na owe czasy (dziś zresztą też miłośników gatunku przyprawia o drżenie serca). Był to Jim Beam Distillers Masterpiece 18YO finiszowany w beczkach po koniaku.
Po ogromnym sukcesie pierwszej edycji Booker Noe (nieżyjący już master distiller Jima Beama i jeden z największych twórców bourbona w XX wieku) zdecydował się 2 lata później pokazać światu drugą odsłonę JB Distillers Masterpiece - tym razem była to 20-letnia bourbon whiskey finiszowana w beczkach po porto. Obie JB Distillers Masterpiece były edycjami ściśle limitowanymi. Przepięknie pakowane i konfekcjonowane butelki posiadały indywidualny numer i sygnatury Bookera Noe oraz odpowiadającego mu mistrza winnicy, z której pochodziły beczki do finiszowania. Obie też były dziełem wspomnianego już guru czyli Bookera Noe Wnuczka samego Jima Beama), co nie pozostaje bez znaczenia dlatego, że Booker nie żyje już od dobrych kilku lat. W związku z tym nigdy już nie pojawi się Arcydzieło Destylatora z sygnaturą "Booker Noe" i przez kolejne 12 lat od momentu pojawienia się drugiej (i ostatniej) nikt w JB nawet nie pomyślał, by serię tę kontynuować - do niedawna.
Oto świat miłośników american whiskey obiegła wiadomość o reinkarnacji serii Distillers Masterpiece. twórcą najnowszej, trzeciej odsłony jest syn Bookera Noe - Fred Noe. Najnowsze Arcydzieło, to bourbon whiskey finiszowana w beczkach po sherry Pedro Ximenez. Zawartość alkoholu ma wynieść 100 proof (50%). Również i tym razem flaszka jest wyjątkowych kształtów i rzecz jasna elegancko opakowana (patrz fotka). Niestety w dostępnych mi przeciekach nie mówi się nić o wieku destylatu. Nie chcę w tej kwestii spekulować, jednak mając na uwadze poprzednie dwie edycje należy oczekiwać, że i trzecia będzie miała zwiększoną porcję lat na karku.
Opisywany bourbon będzie dostępny wyłącznie na terenie destylarni, w sklepie Jim Beam American Stillhouse w Clermont, Kentucky w cenie 200$ za sztukę.
To oczywiście cena dotycząca nielicznej grupy szczęściarzy. Pozostali będą szczęściarzami, jeśli w Europie (w efekcie tzw. importu własnego) pojawią się bardzo pojedyncze sztuki w niektórych dużych sklepach internetowych i to rzecz jasna po cenie znacznie wyższej od wspomnianych dwóch paczek zielonych. Nie ukrywam, że wśród polujących na najnowsze Arcydzieło JB mam zamiar być i ja.
Na koniec dodam, że poprzednie dwie edycje Dostillers Masterpiece są obecnie jednymi z najtrudniejszych do zdobycia. Trzeba jednak mieć mnóstwo szczęścia, żeby na którąś trafić, czego Wam oczywiście życzę.

czwartek, 4 kwietnia 2013

NEWSY Z MGP INGREDIENTS

Przyznaję, że prawdopodobnie dla znacznej części czytelników nazwa MGP Ingredients niewiele mówi, choć pewna ich liczba (szczególnie miłośników american whiskey) z produktami tej firmy się zetknęła i nawet o tym nie wie.
MGP Ingredients, to duża amerykańska firma działająca w szeroko rozumianej tu branży spożywczej. Zapewne sam bym się nią nie interesował, gdyby nie fakt, że firma ta nabyła w 2011 roku  od Angostury (jeszcze wcześniej LDI należała do Seagramsa) jedną z największych amerykańskich destylarni whiskey - Lawrenceburg Distillers Indiana (LDI). Obecnie destylarnia nie nazywa się już LDI, a po prostu MGP Distillery. 
Ciekawostką przewodnią w kwestii MGP jest fakt, iż nie posiada ona praktycznie żadnej własnej marki whiskey w swoim portfolio. Od 2005 LDI zajmowało się wyłącznie dostarczaniem ogromnych ilości świeżych destylatów i gotowych whiskey do firm zwanych Independent Bottlers lub Non-Distiller Producers (czyli takich wirtualnych często destylarni, które oferują przeróżne marki whiskey amerykańskiej, samemu ich nie produkując). Na liście whiskey, których realnym dostawcą jest właśnie MGP są takie brandy, jak Redemption Rye, Redemption Bourbon, Bulleit Rye, George Dickel Rye, Tenpleton Rye, Harrison Bourbon,  Big Bottom Whiskey. Lista whiskey z MGP jest rzecz jasna znacznie dłuższa.
Do tej pory MGP oferował swoim odbiorcom dwa rodzaje american whiskey:
1. Rye Whiskey - z 95% udziałem żyta
2. Bourbon Whiskey - z 40% udziałem zyta w recepturze
3. Bourbon Whisky - z 25% udziałem żyta
Kilka dni temu David Dykstra, MGP Viceprezydent ds. Sprzedaży i Marketingu Alkoholi, ogłosił, że MGP wzbogaca swoją ofertę o kolejne 6 receptur:
4. Rye Whiskey - z 51% żyta i 49% słodu jęczmiennego
5. Rye Whiskey - z 51% żyta, 45% kukurydzy i 4% słodu jęczmiennego
6. Wheat Whiskey - z 95% udziałem pszenicy
7. Single Malt - ze 100% udziałem słodu jęczmiennego
8. Bourbon Whiskey - z 45% udziałem pszenicy (tzw. wheated bourbon)
9. Bourbon Whiskey - która oprócz koniecznego udziału kukurydzy (tu 51%) zawiera tylko słód jęczmienny w ilości aż 49% (przyznam, że właśnie ta whiskey wzbudza moje największe zainteresowanie). 
Czy zwiększenie oferty receptur wpłynie na decyzję nowych właścicieli destylarni z Lawrenceburga w stanie Indiana o wprowadzeniu na rynek własnych marek bourbona czy rye whiskey? Tego nie wiadomo. Będę jednak śledził poczynania MGP w tej kwestii.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

TENNESSEE BOURBON OD CORSAIR

Któż z miłośników arcydzieł destylacji mistrzów z Tennessee nie słyszał o Jack Daniels Tennessee Whiskey czy George Dickel Tennessee Whisky. Ostatnio tematem tego "gatunku" whiskey zajmowałem się dość często, czego zwieńczeniem był (a raczej wciąż jest) artykuł w marcowym numerze miesięcznika "Rynki Alkoholowe", gdzie dogłębnie staram się wyjaśnić kwestię Tennessee Whiskey, jako odrębnego rodzaju whiskey amerykańskiej (patrz tutaj). 
Tym razem chcę jednak donieść o pewnej nowości z innej destylarni - Corsair Distillery. Oficjalnie działa ona od 2010 roku, a zlokalizowana jest w Marathon Motorworks Village w Nashville, rzecz jasna w stanie Tennessee. Ma też swoją drugą lokalizację w Bowling Green w stanie Kentucky. Corsair Słynie z destylacji przeróżnych rodzajów whiskey, których receptury opiera na przeróżnych zbożach. Wydaje się, że jedynym ogranicznikiem destylatorów z Corsair jest ich wyobraźnia.
Wśród wielu jej produktów na uwagę zasługuje obecnie jeden, który niedługo ma pojawić się na rynku. To Corsair Grainiac 9 Grain Bourbon.
Jak nazywa go sam producent, jest to "Tennessee Bourbon Pot Distilled From..." - No właśnie - nie dość, że nazywa się tak, jak nigdy jeszcze nikt w Tennessee nie odważył się nazwać swojej whiskey (Tennessee Bourbon), to w dodatku zacier do niego powstał nie ze zwyczajowo 3 ziaren, ale z dziewięciu! Obok oczywistej w tym przypadku (bourbon) kukurydzy oraz standardowego żyta i słodu jęczmiennego są jeszcze: pszenica, owies, komosa, pszenżyto, orkisz i gryka. 
Dotychczasowi oficjalnie oferowani rekordziści składają się z czterech ziaren czyli kukurydzy, słodu jęczmiennego oraz żyta i pszenicy. To Woodford Reserve Master Collection Four Grain oraz Hudson Four Grain Bourbon (nie licząc Jim Beam Signature Six Grains, stanowiącego jednak tylko mieszankę czterech różnych whiskey - patrz: tutaj). 
Corsair Grainiac 9 Grain Bourbon przełamuje zatem kolejną barierę receptury, choć również psychologiczną barierę nazwy "Tennessee Bourbon". 
Z pełną ofertą Corsair Distillery możecie zapoznać się pod adresem: http://www.corsairartisan.com/spirits.html

środa, 27 marca 2013

WHISKY AND WINE PLACE

Blog, który właśnie odwiedzacie, powstał głównie z myślą o pasjonatach American Whiskey (z Bourbonem na czele). Przeznaczony jest jednak dla wszystkich, którzy szukają jakichkolwiek wiadomości na temat wody życia z Nowego Kontynentu. Blog ten mam nadzieję wpisuje się też w szeroko pojętą edukację polskiego konsumenta alkoholi w aspekcie sukcesywnego podnoszenia świadomości i kultury picia w naszym kraju. Dlatego też bardzo mnie cieszy każda inicjatywa, jaka wiąże się z tymi celami. Jedną z takich inicjatyw z ostatniej chwili jest projekt Whisky And Wine Place. Tu chylę czoło przed Łukaszem Sosińskim z Pick And Taste, z którym mam przyjemność znać się od kilku lat, a który firmuje swym nazwiskiem opisywany tu przeze mnie projekt. 
Whisky And Wine Place, to nie tylko miejsce, w którym poszukiwacze dobrego smaku odnajdą to, czego szukają (głównie whisky i szampany). W lokalu przy Jana Kazimierza 30 w Warszawie można również spróbować trunku, który mamy zamiar zakupić. Można tam też zorganizować wieczór degustacyjny dla nawet kilkudziesięciu osób. W efekcie tworzy nam się prawdziwe ekskluzywne centrum dla ludzi poszukujących czegoś więcej, niż tylko procentów w butelce.
Gratuluję pomysłu i życzę sukcesu rynkowego temu przedsięwzięciu. Oby więcej takich, a o wspomniany wyżej wzrost kultury spożycia w Polsce nie będzie trzeba się specjalnie martwić.
Więcej na temat projektu Whisky And Wine Place znajdziecie na Facebooku:
https://www.facebook.com/WhiskyAndWinePlace
oraz klikając na poniższe linki:
http://www.pickandtaste.pl/news.php?pid=84
http://www.pickandtaste.pl/news.php?pid=83
http://wawalove.pl/Nowe-miejsca-Whisky-and-Wine-Place-a8134

wtorek, 26 marca 2013

BENJAMIN PRICHARDS - CZYLI OBALENIE MITU TENNESSEE WHISKEY

"Zdarzyło się to roku pańskiego 1941. Ówczesny prezydent Jack Daniel Distillery Reagor Motlow (syn Lema Motlowa, który objął schedę po samym Mr. Jacku) wystosował petycję do United States Treasury Department (Departamentu Skarbu), w której wnosił o odróżnienie jego whiskey od bourbona, z którym Motlow nie chciał kojarzyć swojego produktu w żaden sposób. Stosowni urzędnicy departamentu rzecz jasna sprawą się zajęli, ale ich decyzja raczej dla Motlowa sukcesu stanowić nie mogła. Departament poniekąd zgodził się z Motlowem, że jego whiskey w sumie czymś szczególnym pośród innych natenczas produkowanych bourbonów się wyróżnia, jednak nie na tyle, by określić ją mianem odrębnego rodzaju whiskey. Reagor Motlow otrzymał w tej sprawie w dniu 28 marca 1941 roku pisemną decyzję z Office of Commissioner of Internal Revenue (czegoś w rodzaju Biura Komisarza Urzędu Skarbowego). Przeczytać w nim można co następuje [patrz również: fotka poniżej]:
„W nawiązaniu do pisma przesłanego do biura Urzędu (Alkohol Tax Unit) w dniu 28 stycznia 1941 roku względem etykietowania państwa Jack Daniels Old Time Distillery No.7 Brand Whiskey oraz do wizyt w naszym Urzędzie państwa przedstawiciela w osobie Reagora Motlowa, podczas to których różne próbki państwa produktów zostały poddane analizie, a szczegóły procesu destylacji, jak i przesączania zostały objaśnione, Urzędowe Laboratorium zanalizowało załączone próbki oraz poddało wnikliwej uwadze opis państwa metod produkcji. W oparciu o dokonanie wglądu w naturę procesu oraz o otrzymane wyniki analiz stwierdzono, że państwa whiskey ustępuje charakterystyce bourbon czy rye whiskey na tyle, by można ją było nazwać whiskey. Zatem nie wnosi się żadnego sprzeciwu wobec kontynuacji stosowania etykiety marki, której kwestia była przyczynkiem do listu z dnia 28 stycznia 1941.
Z wyrazami szacunku
Stewart Berkshire
Deputy Commissioner
W wolnym tłumaczeniu tego pisma rozumieć należy, że podstaw do ustanowienia odrębnej kategorii whiskey, zwanej Tennessee Whiskey, nie ma, choć metody jej produkcji mogą stanowić podstawę do rezygnacji z nazywania jej Bourbon Whiskey. W obliczu takiej interpretacji urzędników ci w efekcie pozwalają producentowi (tu: Jack Daniel Distillery) na pozostawienie na etykiecie wyrazu whiskey z pominięciem wyrazu bourbon. Niby wszystko w porządku, może nawet mały sukces. Jednak w tamtych latach określenie alkoholu jedynie wyrazem whiskey wpisywało go niejako z automatu w grono tzw. cheapest non-blended whiskey (czyli alkoholi będących wszak jedynie mieszanką czystych whiskey – to dobrze – ale jednak tych najtańszych- a to już niezbyt dobrze). W obliczu takiej, egzystującej wśród ówczesnych konsumentów wykładni zwycięstwo Reagora Motlowa należałoby raczej zaliczyć do Pyrrusowych. Na szczęście Motlow był nie tylko znakomitym destylatorem, ale też świetnym specem od PR-u (jak byśmy to dziś rzekli). Motlow sprytnie zmanipulował sens listu urzędniczego i użył go, jako podstawy do określenia produkowanej przez siebie whiskey mianem „Special Kind of Whiskey”. Jako że w owym czasie Jack Daniel Distillery była jedyną zarejestrowaną destylarnią w całym stanie Tennessee, Motlow na etykiecie swojej whiskey zdefiniował j, jako „Tennessee Whiskey”. Oprócz tego w reklamach usilnie (i jak się później okaże - skutecznie) propagował on pogląd, jakoby tym, co odróżnia Tennessee Whiskey od Bourbon Whiskey, jest proces filtrowania destylatu przed jego zabeczkowaniem przez grubą warstwę klonowego węgla drzewnego (charcoal mellowing, leaching). Z racji tego, że destylarnia Motlowa zlokalizowana była w tamtych latach w obrębie hrabstwa Lincoln (by ostatecznie znaleźć się w granicach hrabstwa Moore), zabieg ten zwano też Lincoln County Process. Czy jednak słusznie? Cóż, fakty raczą temu zaprzeczać......"
Czy zatem Tennessee Whiskey, to Tennessee Whiskey?
Jeśli interesuje was pozostała część artykułu na temat faktów dotyczących Tennessee Whiskey - zapraszam do najnowszego marcowego wydania miesięcznika Rynki Alkoholowe. W moim najnowszym artykule (którego fragment cytuję powyżej) opisuję również whiskey Benjamin Prichards, która także nazywa się Tennessee Whiskey, ale która swym istnieniem przełamuje psychologiczną (co najmniej) barierę dotyczącą tego "gatunku" american whiskey. Zapraszam do lektury.

piątek, 8 marca 2013

NOWY JEFFERSON'S NA HORYZONCIE

Trey Zoeller z McLain & Kyne (działającej pod parasolem Castle Brands) zapowiedział właśnie debiut kolejnego członka rodziny american whiskey spod znaku Jefferson's. Przypomnę tylko, że do wspomnianej rodziny zalicza się takie bourbon i rye whiskey, jak Jefferson's Bourbon, Jefferson's Rye, Jefferson's Reserve Bourbon oraz Jefferson's Presidential Select Bourbon.
Ostatnia pozycja na tej liście okazała się jak do tej pory najciekawsza. Presidential Select był pszeniczną bourbon whiskey (wheated bourbon whiskey, w recepturze której obok kukurydzy i słodu jęczmiennego znalazła się pszenica zamiast zwyczajowego żyta), jednak nie całkiem zwyczajną. Do zestawienia tej whiskey otóż użyto destylatów powstałych w 1991 roku w słynnej ( i nieczynnej od 1992 roku) The Stitzel-Weller Distillery (kolebki takich bourbonów, jak Old Fitzgerald, Yellowstone czy Old Weller). Docelowo powstały dwie edycje Presidentiala - 17YO i rok później 18YO. Przyznam, że sam pokusiłem się o posiadanie jednej z nich. Bourbona Jefferson's Presidential Select 17YO prezentuję na mojej stronie http://american-whiskey.cba.pl.
Oto jednak na horyzoncie pojawić się ma, i to już w kwietniu, nowy Jefferson's Presidential Select 21YO Straight Bourbon Whiskey. Niestety Trey Zoeller nie podaje zbyt wielu informacji na temat źródeł tej whiskey. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że nie jest to już destylat z The Stitzel-Weller Distillery, nie jest to nawet wheated bourbon (a więc prawdopodobnie jest to bourbon żytni). Wiadomo jeszcze, że destylat leżakował od 21 do 24 lat w beczkach wypalanych w stopniu #3 (w skali 4-stopniowej).
W sumie powstanie 1800 6-butelkowych skrzynek nowego Presidentiala. Cena 750ml butelki na rynku pierwotnym ma wynieść 120$. Zawartość alkoholu w destylacie ustalono  na poziomie 94 proof (47%). 

czwartek, 7 marca 2013

ELIJAH CRAIG 12YO BARREL PROOF

Mam bardzo dobre wieści dla wszystkich miłośników 12-letniej Elijah Craig Bourbon Whiskey od Heaven Hill Distilleries (na temat tej whiskey piszę na mojej stronie www http://american-whiskey.cba.pl). W przyszłym tygodniu w sieciach handlowych i sklepach, w których do tej pory prowadzona była sprzedaż wersji Craiga z zawartością alkoholu 47% (94 proof), ma pojawić się jego brat z zawartością alkoholu dokładnie taką, jaką destylat miał podczas opróżniania beczki (barrel proof, cask strength).
Podaż EC12YO Barrel Proof ma być ograniczona z racji limitowania tej edycji. Jednak dobra wiadomość jest taka, że edycja ta będzie regularnie powtarzana w przyszłości. 
Muszę przyznać, że dotychczasowy EC12YO reprezentował sobą bourbon whiskey o znakomitym wręcz stosunku jakości do ceny. Nie wiadomo, jaką cenę będzie miał u nas najnowszy EC. W USA ustaloną ją na 40$, więc należy oczekiwać, że w Europie będzie ona tylko wyższa (o ile, dowiemy się zapewne niedługo).
Najnowszy EC12YO butelkowany jest we flaszce znajomych kształtów. Etykieta ma już najnowszy, obowiązujący od niedawna, kształt. Barwa etykiety jest tu inna niż "normalnie", bo czarna. Nie widać też na niej określenia wieku, które jawi się w tym przypadku z tyłu butelki - a to z racji umieszczenia na frontowej etykiecie  napisu "Barrel Proof". Pierwsza edycja EC12YO Barrel Proof będzie mieć zawartość alkoholu na poziomie 134,2 proof (67,1%). Oczywiście przy każdej kolejnej edycji zawartość alkoholu w butelce może się nieco różnić. W związku z tym, że HH beczkuje swoje destylaty z zawartością alkoholu (entry proof) 125 proof (62,5%) oraz z tym, że w klimacie Kentucky udział alkoholu podczas leżakowania whiskey najczęściej tylko się zwiększa, należy oczekiwać, że zawartość alkoholu w EC12YO Barrel Proof będzie oscylować wokół tej wartości.
Dodatkowo producent obiecuje, że whiskey ta nie została poddana filtrowaniu na zimno (non chill filtered), co niewątpliwie powinno przyczynić się dodatkowo do wzmocnienia jej palety o komponenty znikające podczas filtrowania schłodzonego do kilku stopni C destylatu.
Przyznam, że jako wielbiciel Elijaha Craiga 12YO w wersji "cywilnej", z niecierpliwością będę oczekiwał pojawienia się jego najnowszej edycji w dostępnych mi sklepach - o czym będę Was informował na bieżąco.

sobota, 2 marca 2013

NEWSY Z WILLETT DISTILLERY

Kentucky Bourbon Distillers (KBD), to od około 30 lat największa niezależna firma butelkująca American Whiskey. Swoją siedzibę ma w Bardstown, Ky, niedaleko siedziby Heaven Hill Distilleries. KBD nie jest zwykłą firmą butelkującą i to z kilku powodów. Po pierwsze jest ogromna w skali swojej pracy. Obsługuje bardzo rozległą rzeszę klientów począwszy od wielkich firm z branży alkoholowej, a skończywszy na prywatnych zamówieniach barów czy nawet pojedynczych ludzi. Po drugie KBD nie tylko butelkuje, ale też maturuje whiskey zakupione od innych producentów (głównie Heaven Hill). Czyni to we własnym magazynie leżakowym anjdującym się na terenie destylarni. Po trzecie firma dysponuje znakomitymi markami własnymi, jak Noahs Mill, Willet, Pure Kentucky, Kentucky Vintage, Old Bardstown, Rowans Creek czy Johnny Drum. Po czwarte właściciele firmy, to potomkowie słynnej destylacyjnej rodziny Willett (choć poprzez małżeństwo Marthy Willett w 1972 roku z Evenem Kulsveenem firma oficjalnie należy do rodziny Kulsveen własnie).
Własnie na tradycji rodzinnej oparta jest najnowsza idea, jaka przyświeca ostatnimi laty właścicielom KBD, a może Willet Distillery - bo od niedawna obydwa napisy można znaleźć na fasadzie budynków starej odnowionej destylarni. Dzieje się tak, ponieważ Willet Distillery od początku tego roku jest już nie tylko niezależnym dystrybutorem whiskey, ale tez jej producentem (nie porzucając jednak swojej dotychczasowej działalności). Pisałem o tym fakcie tutaj już rok temu.
27 stycznia stycznia 2012 roku z przepięknego w swej formie klasycznego miedzianego alembika spłynęły pierwsze krople bourbon whiskey. Stało się to w 103. rocznicę urodzin Thompsona Willetta, ojca Marthy i fundatora oryginalnej Willett Distilling Company w 1937 roku. W niecały rok później, 25 stycznia 2013 roku, w Willet Distillery powstał też wheated bourbon:
Wheated bourbon, to bourbon pszeniczny (oparty w recepturze na kukurydzy, słodzie jęczmiennym i pszenicy - zamiast zwyczajowego żyta). Obecnie destylaty spoczywają w beczkach w magazynie leżakowym. Trzeba poczekać minimum kilka lat, zanim spróbujemy efektów powrotu destylarni do swej pierwotnej funkcji.
Od niedawna Willett Distillery (KBD) po długim czasie niebytu w internecie dysponuje swoją zupełnie nową witryną. Znajdziecie ją tutaj.

piątek, 22 lutego 2013

RUSSELS RESERVE SINGLE BARREL JUŻ W SKLEPACH!

O tej bourbon whiskey z Wild Turkey Distillery pisałem już tutaj i tutaj. Wówczas nie dysponowałem jeszcze wizerunkiem butelki trzeciego członka brygady RR (linii Russells Reserve), a jedynie zatwierdzonym projektem etykiet. Dziś jednak to się zmieniło (patrz niżej). Ponadto mogę potwierdzić, że pierwsze skrzynki powędrowały już do amerykańskich sklepów w cenie około 50$ za butelkę. Jest więc nadzieja, że niedługo RR Single Barrel trafi też do Europy.
Wszelkie podane przeze mnie wcześniej dane na temat tej whiskey zdają się potwierdzać. Oficjalnie producent nie podaje wieku destylatu. Zawartość alkoholu ustalono na 110 proof (55%), czyli tuż tuż poniżej "barrel proof" (zawartości alkoholu w destylacie po opróżnieniu beczki). Etykieta informuje o tym, że whiskey nie była filtrowana na zimno (non-chill filtered), ale to akurat nie nowość. Wild Turkey z zasady filtruje swoje whiskey w temperaturze pokojowej, co pozwala na zachowanie znacznie większej ilości komponentów smakowych. Nowością jest tu tylko fakt, że postanowiono o tym napisać na etykiecie (w końcu nie każdy o tym wie, a taki napis ostatnio whiskey nobilituje).
Jedynym zgrzytem jest współistnienie dwóch niejako sprzecznych ze sobą stwierdzeń: "Small Batch" i "Single Barrel". Do tej pory whiskey small batch oznaczała mieszankę zawartości stosunkowo niewielkiej liczby beczek (ale nigdy jednej), zaś single barrel, to nic innego jak oznaczenie whiskey z jednej beczki, w ogóle nie mieszanej z destylatami z innych beczek. A tu proszę, taki sobie mały oxymoron - czyżby ktoś był niezbyt wyedukowany czy może znów mamy do czynienia z "niedrogim" chwytem marketingowym - w końcu wygeneruje to dyskusje w rozlicznych kręgach, a to przełoży się niewątpliwie na głośne wejście tej nowości na rynek. Nie demonizujmy jednak tego faktu. Najważniejsze jest nie na etykiecie, ale w butelce i - biorąc pod uwagę moje bardzo dobre dotychczasowe doświadczenia z whiskey od Jimmy'ego Russella - z chęcią przekonam się o tym, czy warto wyłożyć kilka stówek na kolejnego członka brygady RR (jednego już mam - tutaj.