niedziela, 27 lipca 2014

JIM BEAM HARVEST BOURBON COLLECTION - NAJNOWSZE WIEŚCI!

Na temat planowanej przez James B. Beam Distilling Co. Harvest Bourbon Collection pisałem niedawno, bo w czerwcu (patrz tutaj). To kolekcja bourbon whiskey (w ramach serii zwanej Signature Craft), która obejmuje eksperymenty nad recepturą zbożową (mashbill). W czerwcowym poście zaprezentowałem jedynie etykiety tych bourbonów, dziś mogę podać nieco więcej szczegółów - łącznie z wizerunkami butelek. Oto one:
* Całakolekcja ma w sumie (na razie) objąć 6 różnych bourbon whiskey
* Każda z flaszek ma objętość 375 ml (czyli objętość znaną z najsłynniejszej chyba podobnej kolekcji - Experimental Collection od Buffalo Trace)
* Cena za sztukę na rynku pierwotnym (czyli w USA) ma wynieść bez mała 50$
* Whiskey leżakowały w beczkach przez minimum 11 lat (i taka liczba widnieje na etykietach)
* Zawartość alkoholu ma być na poziomie 90 proof (45%)
* Pierwsze bourbony z kolekcji pojawią się we wrześniu br. i obejmą dwie edycje - Soft Red Wheat oraz Brown Rice
* Pozostałe 4 edycje mają pojawiać się sukcesywnie w 2015 roku
Mam nadzieję, że choć pojedyncze egzemplarze tych whiskey dotrą i do Europy. Obiecuję śledzić temat.

sobota, 19 lipca 2014

NAJNOWSZA EDYCJA BUFFALO TRACE EXPERIMENTAL COLLECTION

Buffalo Trace Distillery słynie ze swojej Experimental Collection,w której selektywnie sprawdza wpływ wybranych czynników na ostateczny kształt bourbon whiskey. Eksperymenty dotyczą różnych aspektów produkcji, jak receptura, zawartość alkoholu przy beczkowaniu destylatów czy stopień wypalenia beczek. Tym razem Buffalo Trace wypuszcza na rynek trio, w którym sprawdza wpływ lokalizacji beczek na maturację destylatów. Oto najważniejsze szczegóły:
Wielkość produkcji: 4 beczki (każda)
Data destylacji: 29.11.2011
Receptura: Bourbon Whiskey Rye Mash #1
Entry Proof: 125 (62,5%)
Magazyn Leżakowy: K
Piętro: I, V oraz IX
Data butelkowania: 12.03.2014
Wiek whiskey: 12 lat i 3 miesiące
Bottle Proof: 90 (45%)
Podsumujmy zatem. Jedyną zmienną zaoferowanych przez Buffalo Trace trzech bourbon whiskey jest miejsce ich leżakowania - a dokładnie piętro tego samego magazynu K. Wszystkie pozostałe parametry każdej whiskey są identyczne. W ten sposób można bezpośrednio porównać ze sobą wpływ, jaki wywiera na maturację piętro, na którym umieszczone są beczki. Głównie chodzi tu o fakt, iż w klimacie Kentucky na wyższych piętrach jest goręcej latem, a zimniej zimą. To sprawia, że maturacja whiskey na górnych piętrach przebiega znacznie intensywniej niż na piętrach dolnych (na których owe różnice temperatur są znacznie mniejsze). Najwolniejszą maturacją charakteryzują się beczki przetrzymywane na najniższych piętrach, gdzie temperatura w ciągu roku jest najstabilniejsza,a  przy tym niezbyt wysoka. To powinno w praktyce spowolnić proces maturacji. 
Ważnym czynnikiem jest tu również stopień parowania destylatów (w klimacie Kentucky - głównie wody). Najintensywniej parowanie powinno przebiegać na najwyższych piętrach (gdzie jest stosunkowo gorąco i sucho), co niewątpliwie wpłynie na koncentrację alkoholu i innych składników chemicznych destylatu.
Niestety producent rozcieńczył wszystkie destylaty do jednakowego poziomu 90 proof. Zabieg ten był celowy i ma podobno na celu zwiększenie stopnia porównywalności wszystkich trzech bourbonów ze sobą i uwypuklenie w ten sposób istotnych między nimi różnic. W każdym razie to jeden z bardziej przejrzystych eksperymentów, dotyczących zależności maturacji od różnych czynników, jaki był do tej pory zabutelkowany przez Buffalo Trace. Mam nadzieję, że prezentowane tu trojaczki trafią w końcu i na rynek europejski (a przez to i w moje ręce :)
http://american-whiskey.cba.pl/

czwartek, 17 lipca 2014

PAPPY & COMPANY - CZYLI APTEKA Z LEKARSTWAMI NA VANWINKLOZĘ

O szaleństwie, jakie ogarnia ostatnio rzesze fanów bourbon i rye whiskey na tle wszelakiej whiskey spod znaku Van Winkle, pisałem już niejednokrotnie - i to zarówno na łamach miesięcznika Rynki Alkoholowe, jak też i na tym blogu (patrz tutaj). Dziś znów nieco o tym zjawisku, który roboczo (i medycznie) nazwałem "vanwinklozą".
Jako że kupienie na rynku pierwotnym którejkolwiek z whiskey Van Winkle graniczy z cudem, zostaje głównie rynek wtórny. Tu jednak, z uwagi na coraz większe uświadomienie sytuacji przez sprzedających, ceny potrafią sięgnąć stratosfery. Wiedzą o tym również (a może przede wszystkim) sami właściciele marki Van Winkle i spadkobiercy spuścizny Juliana Proctora "Pappy'ego" Van Winkle'a I.
Ze zbytem swych butelek nie mają oni żadnego problemu - wręcz przeciwnie, mają ogromny problem z całkowitym zaspokojeniem popytu na nie (choć na marginesie dodam, że zabieg ten jest po części celowy - sytuacja mogłaby ulec zmianie na gorsze, gdyby Van Winkle'a można było kupić na każdym rogu). Jednak spadkobiercy rodzinnej fortuny (czyli przede wszystkim marki) postanowili nie poprzestawać na sprzedaży samej whiskey. Myślę, że znakomicie wyczuli czas, kiedy sprzedać się może wszystko, byle by miało logo z nazwiskiem zasłużonej dla amerykańskiego whiskey-biznesu rodziny. Powołali oni więc do życia nową spółkę (obok Old Rip Van Winkle Dsitillery), którą nazwali "Pappy & Company". Spółka zajmuje się głównie dystrybucją i sprzedażą wszelkiej maści gadżetów, od koszulek po ekskluzywne drewniane skrzynki z karafkami - oczywiście wszystkie opatrzone stosownym logo.
Jeśli interesuje was obejrzenie oferty sklepu Pappy & Company, jak też i spółka sama w sobie, zajrzyjcie na stronę internetową Pappy & Company. Dostępny jest również do obejrzenia filmik reklamowy spółki (a w zasadzie jej głównego produktu), który możecie obejrzeć tutaj.
PS. Jak teraz pomyślę sobie o marce Van Winkle i wszystkim, co z nią związane, to przychodzi mi do głowy piosenka Natalii Kukulskiej pt. "Im więcej ciebie, tym mniej". Ciekaw jestem, co wy myślicie o zjawisku vanwinklozy...
http://american-whiskey.cba.pl/

czwartek, 3 lipca 2014

EAGLE RARE WCIĄŻ 10YO ALE JUŻ NIE SINGLE BARREL

Miłośnicy i amatorzy bourbon whiskey z pewnością znają markę Eagle Rare. Szczególnie ostatnio dość atrakcyjne stają się egzemplarze "starych" Orłów, destylowanych jeszcze pod patronatem Seagramsa w Old Prentice Distillery (znanej dziś pod nazwą Four Roses Distillery). Były to bourbony 10-letnie, które dziś na aukcjach osiągają stosunkowo wysoką (jak na tę markę) cenę. Wygląda na to, że cena ta będzie sukcesywnie rosnąć.
Przypomnę tylko, że twórcą marki Eagle Rare na początku lat 70-tych ubiegłego wieku  był Charlie Beam, który pracował wówczas właśnie dla korporacji Seagrams. Eagle Rare miał być rynkową odpowiedzią na ówczesny sukces innej marki z ptakiem w nazwie - Wild Turkey. Markę Eagle Rare wykupił od Seagramsa w 1989 roku Sazerac (własciciel takich destylarni, jak Buffalo Trace czy Barton 1792). To właśnie Sazerac przepozycjonował markę Eagle Rare z kategorii Small Batch na Single Barrel (zmniejszając przy tym zawartość alkoholu do 90 proof). I tak trwało to do dziś, niedawno bowiem Buffalo Trace ogłosiłą, że bourbon Eagle Rare wciąż będzie whiskey 10-letnią, jednak już nie whiskey pochodzącą z pojedynczej beczki (single barrel). Oczywiście całej operacji zmiany wizerunku Eagle Rare towarzyszy zmiana etykiet widniejących na butelce.
Stara butelka:
Poprzednia butelka:
Obecna butelka:
Pewnie zastanawiacie się, jakie były powody takiej, a nie innej decyzji włodarzy Buffalo Trace. Tych podobno jest kilka:
- po pierwsze, już od dłuższego czasu badania rynkowe Sazeraca wskazywały, że Eagle Rare, choć single barrel, naturalną konkurencję miał wśród bourbonów small batch, jak Knob Creek, Bulleit czy Woodford Reserve, naturalnym zatem wydaje się świadome przesegmentowanie Orła
- po drugie (i tu tłumaczenie staje się najciekawsze- czytaj najdziwniejsze), do tej pory Buffalo Trace butelkowała Eagle Rare w małej butelkowni ręcznej Blantons Bottling Hall, której moce przerobowe podobno nie były w stanie sprostać popytowi. W związku z tym ostatnio Buffalo butelkowała Orła również w "normalnej" butelkowni automatycznej o dużych mocach przerobowych. I tu zaczyna się ciekawe tłumaczenie Marka Browna (CEO Sazeraca). Brown otóż tłumaczy, że butelkując Eagle Rare w automatycznej butelkowni nie był w stanie zapewnić tej whiskey status single barrela, ponieważ system rurek doprowadzających destylat był na tyle długi, że resztki destylatu z jednej beczki mogły mieszać się z nowym destylatem z innej beczki - nieźle, prawda?!
W efekcie od teraz (pomijając końcówki poprzednich dostaw) można kupić Eagle Rare 10YO wyłącznie w wersji small batch. Mało tego, oznaczenie wieku 10YO przeniesiono z frontu etykietki szyjki butelki na dół etykietki tylnej. Podobno powodem tej zmiany są również ograniczenia wynikające z technologicznych możliwości maszyn wspomnianej już automatycznej butelkowni Buffalo Trace. 
Jeśli zatem chcecie kupić Eagle Rare w wersji single barrel - spieszcie się. Z czasem ten zabieg może okazać się albo zbyt trudny albo zbyt drogi.
http://american-whiskey.cba.pl/

wtorek, 1 lipca 2014

I JESZCZE JEDNA NOWA DESTYLARNIA!!!

Ostatnio rozpisuję się często na temat reaktywowania cz też powoływania do życia nowych destylarni bourbon whiskey. Do tej pory wspomniałem o reaktywacji takich manufaktur, jak Old TaylorOld Crow oraz Medley i Michter's, jak również o planach budowy całkiem nowej destylarni przez Diageo.
Dziś znów chcę wam ogłosić, że za kilka lat rozpocznie swoją działalność kolejna destylarnia w Kentucky. Zostanie ona wybudowana przez nową na rynku spółkę Bardstown Bourbon Company LLC. Wizualizację destylarni prezentuję poniżej.
Planowana wielkość produkcji, to 450.000 skrzynek rocznie, czyli jakieś 50% skali Makers Mark Distillery. Diageo w swojej destylarni planuje produkować takich skrzynek 750.000 (dla porównania dodam, że Jack Daniel w tym czasie produkuje 13.000.000 skrzynek). Mistrzem destylacji ma zostać Steve Nally, który wcześniej piastował podobną funkcję w Wyoming Whiskey oraz w Makers Mark. W związku z tym można przypuszczać (choć nie jest to jeszcze pewne), że w destylarni BBC powstawał będzie bourbon pszeniczny (wheated bourbon), tak jak miało to miejsce w Wayoming Whiskey i Makers.
Wstępny koszt budowy, według BBC, ma wynieść 25 mln $ i, jako wstępny, może się zmienić (co najczęściej oznacza wzrost planowanych kosztów). Podobnie, jak w przypadku Diageo, tak i tu nie znamy jeszcze nazwy nowej destylarni. To jednak z czasem się zmieni, a ja obiecuję, że będę temat monitorował na bieżąco.
http://american-whiskey.cba.pl/

poniedziałek, 30 czerwca 2014

BOURBONY SINGLE BARREL - CZYLI CO WARTO KUPIĆ cz.VIII

       "Witam w kolejnej odsłonie cyklu artykułów poświęconych przeglądowi krajowego rynku bourbon whiskey. Tym, którzy nie znają pozostałych siedmiu odcinków wyjaśniam, że w pierwszych pięciu odcinkach prezentowałem sylwetki tzw. bourbonów small batch (czyli bourbonów klasy premium, zestawianych z niewielkiej ilości najlepszych beczek). Od odcinka szóstego opisuję z kolei tzw. bourbony single barrel. Są to whiskey pochodzące wyłącznie z jednej, starannie wyselekcjonowanej beczki. W zależności od wieku destylatu, a co za tym idzie – od ilości whiskey, która pozostała w beczce (część leżakującego destylatu wyparowuje rok rocznie przez pory drewna beczki – tzw. „działka aniołów”), z takiej jednej beczki uzyskać można około 200 butelek gotowego produktu. Rzecz jasna im destylat starszy, tym mniej butelek do sprzedania. Jeśli dołożymy do tego zupełnie oddzielną linię butelkującą bourbony single barrel (na której nierzadko whiskey te butelkowane są ręcznie), to nieco mniej dziwi fakt, iż tego typu bourbon whiskey do najtańszych nie należą. Czy warto zatem dorzucić grosza z sakwy, by stać się posiadaczem flaszeczki z napisem „single barrel”?
W poprzednich dwóch odcinkach, poświęconych właśnie tej kategorii bourbon whiskey, starałem się przekonać czytelników Rynków Alkoholowych, że jednak warto. Jest ku temu co najmniej kilka powodów, z których przytoczę dwa. Po pierwsze, bourbony single barrel powstają bez szans na rekompensatę ewentualnej pomyłki w selekcji beczek. Szansa taka istnieje w każdej innej kategorii whiskey (np. wspomnianej wyżej small batch) z uwagi na pewną swobodę w doborze beczek do skomponowania pożądanego profilu smakowego finalnego produktu. W przypadku single barreli destylatów pochodzących w różnych beczek po prostu zmieszać ze sobą nie wolno. To z kolei oznacza, że dana destylarnia, oferując nam bourbona single barrel, zawsze stara się, by pochodził on z możliwie najlepszej beczki, jaką ta destylarnia dysponuje. Po drugie, jeśli ktoś chce odnaleźć charakter domowy danej destylarni, powinien odnaleźć ją właśnie w whiskey z pojedynczej beczki. To choćby dlatego warto sięgnąć głębiej do kieszeni, by móc zgarnąć z półki któregoś single barrela i cieszyć się jego ekskluzywnymi atrybutami. Którego zaś bourbona kupić najpierw lub przede wszystkim, to właśnie staram się podpowiedzieć w cyklu niniejszych artykułów, zapraszając jednocześnie na jego odsłonę numer osiem.
Jim Beam Single Barrel
            Ci, którzy zapoznali się z tekstem odcinka siódmego (w kwietniowym numerze Rynków Alkoholowych), zapewne z lekkim zdziwieniem patrzą teraz na tytuł tego akapitu. Jim Beam Single Barrel? Przecież wspomniany wyżej siódmy odcinek zakończyłem opisem bourbona Knob Creek Single Barrel wmawiając wszem i wobec, że jest to jedyna single barrel bourbon whiskey w ofercie James B. Beam Distilling Co. W związku z tym należą się co poniektórym jakieś wyjaśnienia. Na szczęście nie jest to specjalnie skomplikowana sprawa. Jim Beam Single Barrel (JBSB), to po prostu najnowsza Jim Beam bourbon whiskey, która pojawiła się w sprzedaży dopiero na początku kwietnia tego roku. Jego rynkowa egzystencja przekroczyła zatem ledwie miesiąc. Swój poprzedni tekst (w którym opisywałem wspomnianego Knob Creeka Single Barrel) kończyłem na przełomie lutego i marca. Wówczas to JBSB oficjalnie jeszcze nie istniał. Oto i koniec tajemnicy.
            Skoro już wątpliwości wokół oferty single barreli od Jima Beama mamy za sobą, proponuję przejść do konkretów związanych z najnowszym dzieckiem destylarni z Clermont w stanie Kentucky (Jim Beam ma jeszcze jedną destylarnię, w Bostonie, także w stanie Kentucky). Butelka tej bourbon whiskey do żywego przypomina tę, w której egzystuje bourbon z etykietą Jim Beam Signature Craft 12YO. Trzeba przyznać, że butelka ta ma w sobie coś eleganckiego i wcale się nie dziwię, iż ktoś postanowił jeszcze raz ją wykorzystać dla wersji nieco bardziej ekskluzywnej od JB Signature Craft 12YO. By fakt owej ekskluzywności potwierdzić, być może ten sam „ktoś” postanowił w wersji JBSB zastosować prawdziwy korek w miejsce pospolitej nakrętki (obecnej właśnie w JB Signatrure Craft 12YO). Przyznam się, że osobiście wolę, kiedy trunek klasy premium zwieńczony jest korkiem, choć może to mniej praktyczne rozwiązanie od nakrętki. Zatem pomysł zastosowania korka w tym przypadku bardzo mi się spodobał, jak również fakt, iż etykieta informuje nabywcę o numerze beczki i dacie jej opróżnienia. Pozostaje tylko rozwikłać zagadkę czy Jim Beam Single Barrel rzeczywiście jest whiskey klasy premium. Skąd moje wątpliwości, patrzcie niżej.
            Jak zapewnia Fred Noe (master distiller Jima Beama i spadkobierca spuścizny swego sławnego ojca Bookera Noe), destylaty do tej edycji bourbona Jim Beam leżakują w beczce w przedziale od 4 do 7 lat. Ponieważ informacji na temat wieku tej whiskey na etykiecie nie odnajdziemy, należy oczekiwać, że głównym wyznacznikiem przy selekcji beczek jest sam profil aromatyczno-smakowy destylatu. Trzeba jednak przyznać, że wspomniany przedział czasowy maturacji nie jest tu (oględnie mówiąc) imponujący. To po pierwsze........"
To fragment najnowszego mojego artykułu, który ukazał się właśnie w czerwcowym numerze miesięcznika Rynki Alkoholowe. Jest to już ósma część tekstów omawiających krajową ofertę bourbon whiskey. Zachęcam więc do sięgnięcia po najnowszy numer Rynków Alkoholowych, choć nie tylko z tego powodu. W czerwcowym numerze znajdziecie również obszerną relację z VIII Toruńskiej Degustacji Wódek, w której miałem zaszczyt być jednym z jurorów :)
Miłej lektury!!!
http://american-whiskey.cba.pl/

niedziela, 22 czerwca 2014

ROTACJA BECZEK W MAKERS MARK

Niedawno Makers Mark Distillery udostępniła w serwisie YouTube krótki film na temat maturacji  swojej kultowej bourbon whisky. Film dotyczy głównie pewnego zabiegu, który w Makers Mark kultywowany jest od zawsze po dziś dzień. Chodzi o rotację beczek w trakcie ich leżakowania w magazynach leżakowych. Pokrótce nakreślę sens i charakter tego zabiegu.
Większość magazynów leżakowych dużych liczących się destylarni bourbona, to budynki co najmniej kilkupiętrowe. Beczki z destylatami zatem zajmują (z przyczyn technicznych) różne piętra w danym magazynie. W klimacie Kentucky jest to o tyle istotne, że pozycja beczki w magazynie znacząco wpływa na tempo i intensywność maturacji. Znacznie szybciej i intensywniej dojrzewają destylaty z beczek umieszczonych na górnych piętrach, gdzie różnice temperatury pomiędzy latem i zimą są największe (bardzo gorąco i sucho latem oraz bardzo zimno zimą). Dużo wolniej i spokojniej dojrzewają destylaty w beczkach na najniższych piętrach, gdzie wspomniane różnice temperatury i wilgotności są zdecydowanie mniejsze. Przez to destylaty z pięter niższych są w pewnym sensie "opóźnione" w procesie swego dojrzewania w porównaniu z tymi, które dojrzewają wyżej (w myśl zasady - im niżej, tym wolniej). 
Aby zachować ustalony profil swoich bourbon whisky, destylarnie stosowały rotację beczek w trakcie ich dojrzewania. Zabieg ten polegał z grubsza na tym, że beczka swój byt w magazynie rozpoczynała od najwyższego piętra. Następnie, w trakcie swego leżakowania, była ona sukcesywnie przenoszona na piętra niższe, aż wreszcie lądowała na parterze, by z niego zostać w końcu opróżniona. Można ogólnie przyjąć (pomijając niuanse związane z danym destylatem, daną beczką czy danym sezonem), że w ten sposób każda beczka, po określonym czasie, zawierała mniej więcej taki sam w charakterze destylat. To z kolei miało skutkować stałością profilu aromatyczno-smakowego danej marki bourbon whisky (i z grubsza skutkowało).
Z czasem rozmiary destylarni i magazynów leżakowych oraz skala produkcji rosły do tego stopnia, że technicznie i finansowo rotacja beczek przestała być opłacalna. Łatwiej było, posiadając w swoich magazynach np. 500.000 beczek, ustalać profil danego nastawu, mieszając ze sobą w odpowiednich proporcjach destylaty pochodzące z beczek, leżakujących na różnych piętrach (a nawet w różnych magazynach). Tak właśnie czyni się dziś w największych destylarniach whiskey w USA - z wyjątkiem Makers Mark (i do niedawna Wild Turkey).
To właśnie Makers Mark, mimo wciąż rosnącej w niej skali produkcji, nadal stosuje sławetną metodę rotacji beczek w trakcie ich maturacji. Z pewnością ma to sens w Makers Mark, która do niedawna oferowała ledwie jedną markę swojej whisky (nie licząc edycji specjalnych). W takim przypadku rotacja beczek przeznaczonych do jednej wersji whisky ma znaczenie. Nieco mniej sensu ma to w przypadku dużych graczy, oferujących nieraz kilkanaście (i kilkadziesiąt) różnych marek swoich bourbonów. Wówczas rotacja staje się zabiegiem wręcz niepotrzebnym, a co najmniej zbyt skomplikowanych w stosunku do efektu, jaki miałaby przynieść. W końcu należałoby rotować beczki według zmiennego klucza, adekwatnego do każdej wersji oferowanego bourbona. Wydaje się więc oczywistym, ze w tym wypadku nie rotacja beczek, a ich zestawianie według stosownego klucza, jest zabiegiem i tańszym i skuteczniejszym.
Jak zatem potraktować chwalenie się rotacją beczek przez destylarnię Makers Mark? W sumie, jako uzasadnione. W końcu żadna dziś duża destylarnia bourbona tego zabiegu normalnie nie stosuje, więc na tym tle wyroby Makers Mark zdecydowanie się wyróżniają. A skoro jest to jeszcze zabieg dla MM i pożądany i (przede wszystkim) opłacalny, to czemu nie. Jak by nie patrzeć, to pewne urozmaicenie oferty rynkowej. W końcu marka MM zawsze się czymś wyróżniała od produktów konkurencyjnych i wygląda na to, że wciąż będzie się wyróżniać - co najmniej rotacją swoich beczek.
Jeśli chcecie obejrzeć film MM na temat rotacji beczek w ich magazynach leżakowych, kliknijcie na poniższy link:
https://www.youtube.com/watch?v=j_BTYW5flNI&feature=youtu.be

piątek, 20 czerwca 2014

KOLEJNE DESTYLARNIE BOURBONA NA HORYZONCIE!

Po niedawnym opublikowaniu przeze mnie informacji na temat planów reaktywowania destylarni Old Taylor oraz Old Crow oraz planów budowy całkowicie nowej destylarni przez Diageo, dziś mam przyjemność donieść o kolejnych pomysłach inwestycyjnych w tym zakresie. Oto one:
1. Medley Distillery - To znana i ceniona destylarnia w Owensboro w Kentucky, będąca w latach swej świetności w rękach szacownych bourbonowych dynastii Medley'ów i Wathen'ów. Zamknięta w 1992 roku, miała stać się chlubą Angostury. Ta jednak, w obliczu braku wizji rozwoju nie tylko utworzonej przez nią spółki CMDK (Charles Medley Distillers Kentucky), ale i będącej jeszcze wówczas w jej posiadaniu destylarni LDI (Lawrencebur Distillers Indiana), ostatecznie pozbyła się obu tych interesów. Obecnie, jak donoszą amerykańskie media, destylarnię Medleya kupiła spółka TerrePure Kentucky Distillers Inc. Spółka ta, mająca swą siedzibę w stanie Południwa Carolina, należy do firmy Terressentia z siedzibą w Charlestown. Terressentia chce zainwestować w reaktywację destylarni ok. 23 mln $, tworząc jednocześnie 70 miejsc pracy.
2. Michters Distillery - Od razu muszę uprzedzić, że nie chodzi tu o słynną destylarnię z Schaefferstown w Pennsylvanii (znanej pod nazwą Pennco, Bomberger oraz Michters właśnie). Mowa tu o całkowicie nowej mikrodestylarni, którą w Shiveley buduje obecny właściciel marki Michters czyli Chatham Imports. Obecnie w destylarni montowany jest ekwipunek, zaś pierwszą destylację właściciele planują na wiosnę 2015 roku.
Oby tak dalej!

piątek, 6 czerwca 2014

NOWOŚCI W SERII "SIGNATURE CRAFT" OD JIMA BEAMA

Najwyraźniej swoją niegdysiejszą zapowiedź eksperymentowania z bourbon whiskey obecny Beam-Suntory potraktował bardzo poważnie. Do tej pory mogliśmy zapoznać się zaledwie z dwoma bourbonami z serii Jim Beam Signature Craft (JBSC), przy czym trudno obie te wersje było nazwać w pełni eksperymentalnymi. Pierwszym z nich był Jim Beam Signature Craft 12 YO (czyli w sumie nic nadzwyczajnego), drugi zaś stanowił Jim Beam Signature Craft z domieszką brandy (tak, tak -  nie było tu finiszowego leżakowania w beczkach po brandy, ale po prostu do bourbon whiskey dolano odpowiednią porcję brandy i już).
Na szczęście nie poprzestano na wspomnianych wyżej wersjach. Jak właśnie się dowiedziałem, Jim Beam szykuje dla nas kilka znacznie ciekawszych bourbonów, a wszystkie będą reprezentować eksperymentalną (tym razem naprawdę) serię Signature Craft, którą producent nazwał wymownie: Harvest Bourbon Collection. Wygląda więc na to, że zmiennym parametrem, różnicującym poszczególne bourbony z tej kolekcji, będzie gatunek (odmiana) zboża, które zastąpi tu typowy składnik receptury, jakim jest żyto. Póki co Beam zdradził tajemnicę publikując jedynie etykiety przyszłych bourbonów, ale i tak można z nich sporo wyczytać. Wygląda więc na to, że niedługo na półkach sklepowych pojawią się Jim Beam bourbon whiskey, których recepturę oparto na kukurydzy, słodzie jęczmiennym i:
                                                                   1. brązowym ryżu:
2. zwiększonej zawartości żyta:
3. łuskanym owsie:
4. czerwonej pszenicy:
5. jęczmieniu:
6. pszenżycie:

Będą to bourbon whiskey, które w beczce spędziły 11 lat, zaś zabutelkowane będą z zawartością alkoholu na poziomie 90 proof (45%). Jak podaje Beam-Suntory, jeszcze tej jesieni na rynku pojawią się dwaj przedstawiciele kolekcji. Będą to: JBSC Soft Red Wheat oraz JBSC Brown Rice. Cena butelki na rynku pierwotnym na razie nie jest znana. Nie wiadomo również, jakie rynki (oprócz USA) obejmie oferta Harvest Bourbon Collection.
Oprócz Harvest Bourbon Collection Jim Beam szykuje jeszcze trzecią edycję "zwykłej" serii Signature Craft, która po 12 latach w beczce została poddana finiszowemu leżakowaniu w beczce o znacznie mniejszych rozmiarach - tzw. quarter cask. Bourbon ten nazywał się będzie Jim Beam Signature Craft Quarter Cask Finished i rozlany będzie bez oznaczenia wieku z zawartością alkoholu na poziomie 86 proof (43%). A tak będzie wyglądać jego etykietka:
Jeśli macie ochotę obejrzeć krótki film na temat najnowszej JB Signature Craft Quarter Cask Finished Bourbon Whiskey z udziałem samego Freda Noe, master distillera Jima Beama, kliknijcie na poniższy link:
https://www.youtube.com/watch?v=NoXCOP_-HQM

niedziela, 1 czerwca 2014

REAKTYWACJA OLD CROW DISTILLERY

Niedawno pisałem o planach odbudowy Old Taylor Distillery i rozpoczęcia w niej ponownie destylacji whiskey (patrz tutaj). Nie minęło wiele czasu, a dotarły do mnie wieści, że podobnie rzecz ma się z inną kultową destylarnią, zlokalizowaną po sąsiedzku z Old Taylor Distillery - chodzi o Old Crow Distillery.
Nowymi nabywcami za 325 tys. $ stali się panowie Neil Craig i Dave Meier, reprezentujący spółkę Deviant Distillers. Panowie ci deklarują chęć ponownego uruchomienia starej destylarni i produkowania w niej bourbon whiskey, rye whiskey, moonshine whiskey oraz rumu. 
Kadź zacierna już jest w posiadaniu spółki, zaś aparat destylacyjny ma do niej dotrzeć jeszcze w tym miesiącu. Pierwsza destylacja planowana jest na przełom września i października. Wygląda więc na to, że kolejna kultowa, zapomniana przez lata destylarnia powróci niedługo do życia.
Niestety, tak jak w przypadku Old Taylor Disttillery, tak i w tym wypadku nie należy spodziewać się, że produkt destylacji w Old Crow Distillery nazywać się będzie Old Crow. Powód jest prozaiczny - marka Old Crow wciąż należy do Beam-Suntory i nowej spółki, zarządzającej Old Crow Distillery, raczej nie będzie stać na kupienie marki Old Crow. Co innego duży Sazerac - ten mógł sobie finansowo pozwolić na zakup marki Old Taylor od Beama. Co do Old Crow, to nawet nie wiadomo, czy Beam-Suntory będzie zainteresowany sprzedażą ugruntowanej na rynku marki bourbona (choć i w tym przypadku Beam sprowadził tę markę do niskiej półki podrzędnego bourbona - niestety).
Cieszmy się jednak, że dzięki powszechnemu renesansowi bourbon whiskey na świecie, znane sprzed i po prohibicji destylarnie mogą przeżywać swoją druga młodość.