piątek, 30 sierpnia 2013

JACK DANIEL DISTILLERY JESZCZE WIĘKSZA

Kilka dni temu Brown-Forman Corporation (właściciel Jacka Danielsa) ogłosiła zamiar powiększenia i tak już ogromnych mocy produkcyjnych w swojej mega-destylarni w mini-mieście Lynchburg. Inwestycja warta około 100 mln $ ma objąć nowe sekcje destylarni, magazyny leżakowe i infrastrukturę towarzyszącą. Dzięki tej inwestycji ma dojść też 90 miejsc pracy w ciągu najbliższych 5 lat. Prace mają rozpocząć się jeszcze tej jesieni i zakończyć się za około 2 lata. Nowe budynki prawdopodobnie nie będą przeznaczone do zwiedzania, by nie zakłócić turystycznego wizerunku starej, lokalnej manufaktury z tradycjami.
JD i tak była do tej pory największą destylarnią whiskey w USA, więc teraz jej pozycja giganta będzie tym bardziej niezagrożona. Rozbudowa jest związana ze stale rosnącym od 21 lat popytem na whiskey JD. Tylko w ostatnim roku sprzedaż whiskey JD wzrosła o kolejne 9%. Od 2004 sprzedaż JD na świecie wzrosła z 7,7 mln skrzynek do 11 mln skrzynek w zeszłym roku.
Do tej inwestycji Brown-Forman dołożył jeszcze budowę zupełnie nowej firmy bednarskiej w hrabstwie Lawrence w stanie Alabama, jakieś 80 mil od Lynchburga. Dodam, że i tak B-F jest już właścicielem jednej potężnej firmy bednarskiej, którą kilka lat temu korporacja nazwała nie inaczej, jak Brown-Forman Cooperage. Dostarcza ona beczek dla trzech destylarni należących do B-F (Jack Daniel, Brown-Forman i Woodford Reserve).

sobota, 24 sierpnia 2013

BOURBONY SMALL BATCH - CZYLI CO WARTO KUPIĆ (cz.I)

"Po lekturze mojego cyklu artykułów zatytułowanych „Kod Etykiety – czyli jak wybrać dobrego bourbona i nie przepłacić” być może niektórzy zainteresowani tematem czytelnicy zaczęli sobie zadawać pytania w stylu: „No to co mam wreszcie kupić, żeby było dobrze?” No cóż, wcale się nie dziwię – niby artykuły napisano po polsku, niby były na temat, ale być może dla szybko żyjących dziś ludzi po prostu było ich za dużo. Trzeba trochę czasu, żeby w wystarczającym stopniu ogarnąć temat, a przecież nie każdy z czytelników tych artykułów musi być od razu znawcą whisky w ogóle. Synteza całości byłaby streszczającym powieleniem tego, co zostało już powiedziane, czyli takie masło, tylko trochę mniej maślane. Pomyślałem więc, że po prostu prześledzę dzisiejszy, intensywnie rozrastający się rynek bourbon whiskey w Polsce i przybliżę sylwetki tych wszystkich flaszek, na które z różnych powodów (pomijając ten czysto konsumpcyjny) warto zwrócić uwagę (i wydać trochę więcej pieniędzy niż na co dzień). Ponieważ przy tym zdaję sobie wciąż sprawę, że czytają mnie i tacy, którzy nigdy bourbona w sposób w pełni uświadomiony (cokolwiek miałoby to znaczyć) nie próbowali, doszedłem więc do wniosku, że nie mogą oni zaczynać od byle czego. Może dlatego, żeby się w razie czego niepotrzebnie nie zrazili, a może dlatego, żeby pominąć tu nie zawsze uzasadniony merytorycznie etap tak zwanego wdrażania (co w praktyce oznacza najczęściej proponowanie nowicjuszom przez pewnych znawców tematu egzemplarzy tzw. whiskey dla początkujących). Myślę, że aby coś pokochać, trzeba zaczynać od najlepszych tego czegoś przedstawicieli – tak jest ze sztuką (jak opera czy malarstwo) i tak jest z whisky (której produkowanie czy świadomą degustację także zaliczyć by można do kanonów sztuki). Zatem, by nie przedłużać tego i tak już przydługiego wywodu, zapraszam do zapoznania się z ofertą polskich sklepów z bourbonem. Na początek przedstawię bourbon whiskey w wersji small batch czyli tych, do zestawienia których używa się absolutnie ograniczoną liczbę jedynie najlepszych beczek danej destylarni.
Booker’s
To pierwsza bourbon whiskey z ekskluzywnej rodziny Small Batch Collection (SBC) ze stajni Jima Beama. Twórcą tej whiskey, jak i całej kolekcji, jest Booker Noe, legendarny już (zmarły w 2004 roku) master distiller destylarni w Bostonie, Ky, należącej do James B. Beam Distilling Co. Bourbon ten dzierży kilka palm pierwszeństwa w świecie american whiskey. Jest to otóż pierwszy bourbon sygnowany nazwiskiem żyjącego mistrza destylacji. Oczywiście w amerykańskim whiskey-biznesie nie brak wielu przykładów bourbonów nazwanych na cześć sławnych mistrzów, jednak do 1988 roku (kiedy to ukazał się rynkom bourbon Booker’s) wszystkie te nazwiska dotyczyły osób jednak wcześniej zmarłych. Kolejna palemka dotyczy faktu, że Booker’s jest pierwszą bourbon whiskey zaoferowaną konsumentowi w czystej postaci, tj. bez uprzedniego rozcieńczania (uncut) i filtrowania (unfiltered) zarazem. Coż to oznacza dla wspomnianego konsumenta? Po pierwsze niefiltrowana whiskey posiada w swym wnętrzu pełen wachlarz standardowych elementów palety aromatyczno-smakowej bourbona wzbogacony o szereg innych elementów, które podczas zwyczajowego filtrowania konkurencyjnych bourbonów po prostu są z niej usuwane. W efekcie konsument ma tu do czynienia z bogatą symfonią smaków, okraszoną dodatkowo wysokim poziomem alkoholu, oscylującym wokół 63%. Fakt ten znacząco potęguje wrażenia organoleptyczne, sprawiając, że Booker’s wręcz w metafizyczny sposób wybucha w ustach swego pogromcy, pozostawiając po sobie intensywny i długi finisz. Dla porządku dodam, że za butelkę tego około 6-7-letniego bourbona zapłacimy w Polsce jakieś 350zł, nierzadko nawet jeszcze więcej. Czy warto? Mimo wszystko tak.
Knob Creek
To kolejny i przy okazji najpopularniejszy przedstawiciel rodziny Small Batch Collection od Jima Beama. Powodów tego stanu jest kilka. Przede wszystkim z całej wspomnianej rodziny jest najtańszy, co z pewnością nie jest bez znaczenia. Spokojnie namierzymy go w cenie nieznacznie oscylującej wokół 200 zł. Za te pieniądze otrzymamy charakterystyczną dla bourbonów Jima Beama whiskey o niezwykle przyjemnej w odbiorze palecie aromatyczno-smakowej. Efekt potęguje podniesiona do poziomu 100 proof (50%) zawartość alkoholu, choć muszę dodać, że destylat podlegał tu filtracji przed rozlaniem do butelek. Dodatkowym atutem jest też fakt, iż jest to najstarszy pod względem leżakowania członek 4-butelkowej rodzinki SBC, którego destylaty spędziły w beczce równe 9 lat. Całości dobrego wizerunku Knob Creeka dopełnia znakomita kampania reklamowa, niecodzienna w kształcie butelka i dość luźna w formie etykietka. Knob Creek, to trunek z wyższej półki za naprawdę przyzwoite pieniądze. Ostatnimi czasy linia Knob Creeka wzbogaciła się o wersję Knob Creek Single Barrel Bourbon oraz Knob Creek Rye – niestety oba wciąż niedostępne w Polsce.........."
To tylko fragment mojego najnowszego artykułu, jaki właśnie ukazał się na łamach miesięcznika Rynki Alkoholowe. Na temat pozostałych bourbon whiskey w wersji small batch, dostępnych na polskim rynku, przeczytacie w dalszej części artykułu oraz w jego kolejnych częściach we wrześniu i październiku. Zapraszam do lektury.

środa, 21 sierpnia 2013

BOURBONOWE NOWOŚCI NA JESIEŃ 2013 (cz.III)

Tym razem będą to chyba najmniej bourbonowe nowości ze wszystkich, bo chcę wspomnieć o trzech markach whiskey, z których żadna bourbonem z gruntu rzeczy nie jest. Traktuję jednak tytuł tej serii postów, jako hasło wywoławcze, nie zaś jak bezwzględny determinant treści pod nim się skrywającej. A zatem do dzieła:
7. Wild Turkey Forgiven - najnowsza propozycja Wild Turkey Distillery, to produkt zmieszania ze sobą 6-letniej bourbon whiskey z 4-letnią rye whiskey w proporcji 78% : 22% (oczywiście obie wyprodukowane wyłącznie w Wild Turkey). Mamy zatem wciąż do czynienia ze straight whiskey, jednak ani rye, ani bourbonem już nazwać jej nie możemy. A skąd taka nazwa? Jak utrzymuje producent, whiskey ta nie powstała w laboratorium panów Russell (Jimmy'ego i Eddi'ego). Jest ona dziełem pomyłki pracowników destylarni, którzy przez przypadek zmieszali ze sob oba gatunki whiskey. Odkryty incydent został poddany gruntownej krytyce (nie tylko słownej, ale i organoleptycznej), po czym (ze względu na swe smakowe walory) całkowicie wybaczony, czego efektem ma być właśnie Wild Turkey Forgiven. Łącznie ma powstać 38 tysięcy butelek tej póki co limitowanej edycji. Zawartość alkoholu ustalono na 91 proof (45,5%), a cenę na 50$.
8. Jack Daniels Master Distiller's Collection - na październik zapowiadana jest premiera drugiej odsłony JD Master Distiller's Collection. Oczywiście (jak to w przypadku J), znów będę mówił wyłącznie o butelce, bo w jej wnętrzu wciąż tkwi poczciwa Old No.7. Ta zaś podlegnie drobnej zmianie. Jeszce dwa lata temu na każdej praktycznie butelce JD można było przeczytać napis: "Lem Totlow, Prop." (napis ten zniknął wraz z przeprojektowaniem butelki JD). Rzeczywiście Lem Totlow (bratanek słynnego Jacka) zarządzał destylarnią w latach 1907-1947. Prawda jednak jest taka, że Lem nigdy nie zajmował się destylacją whiskey JD. Robił to od 1911 do 1957 roku jego młodszy brat Jess Motlow. Mimo to imię Jessa nigdy do tej pory nie trafiło na etykietę whiskey JD. Tym razem ma się to zmienić właśnie za sprawą drugiej edycji JD Master Distiller's Collection. Premiera tej whiskey ma mieć miejsce w Cannes podczas TFWA World Exhibition.
9. Hillrock Double Cask - to najnowsza rye whiskey od mikrodestylarni Hillrock Estate. Wyprodukowano ją w oparciu o organiczne żyto, uprawiane w posiadłości należącej do destylarni. Oprócz pięknej butelki whiskey ta wyróżnia sie na tle konkurencji faktem podwójnej maturacji. Po okresie standardowego pierwszego leżakowania whiskey została przelana na drugie leżakowanie do beczek, które zestawiono z klepek sezonowanych na wolnym powietrzu aż dwa lata. Jak twierdzi jej twórca, Dave Pickerel, ma to przyczynić się do usunięcia sporej dawki niepożądanych w palecie tanin. Premiera tej whiskey planowana jest na 24 września. Cena nieznana.

wtorek, 13 sierpnia 2013

BOURBONOWE NOWOŚCI NA JESIEŃ 2013 (cz.II)

Kontynuuję prezentację kolejnych bourbonowych premier tegorocznej jesieni:
4. Elijah Craig Single Barrel 21YO - zeszłoroczna wersja 20YO odchodzi już w niepamięć. Wraz z zaprzestaniem oferowania fanom gatunku cyklicznej wersji 18YO (tutaj) Heaven Hill Distilleries zapowiedział, że raz do roku wypuści na rynek limitowaną (i starszą) edycję swojego kultowego już bourbona Elijah Craig Single Barrel. Tak stało się w zeszłym roku - wówczas to ukazała się wersja 20YO (tutaj). Tym razem zastąpi ją wersja o rok starsza.
5. Stagg Jr. - pod tym szyldem Buffalo Trace Distillery spreparowała coś w rodzaju "ubogiego kuzyna" swojego wielkiego brata George T. Stagga (tutaj). Stagg Jr. również będzie bourbonem nierozcieńczanym i niefiltrowanym (jak wielki brat), jednak średnio o połowę młodszym (8-9 lat zamiast 15-16). Mimo to należy oczekiwać, że będzie to whiskey z wysokiej półki, jak przystało na Stagga. Byle cena nie odstraszała (co się dopiero okaże).
6. Buffalo Trace Experimental Collection - destylarnia Buffalo Trace długo kazała sobie czekać na kolejną edycję swojej Experimenatl Collection. A co tej jesieni w ramach kolekcji? Otóż będzie to wheated bourbon czyli bourbon, którego receptura (oparta na kukurydzy i słodzie jęczmiennym) uzupełniona jest pszenicą (zamiast standardowego żyta). Tegoroczna kolekcja oparta jest na czterech bourbonach, różniących się tzw. entry proof (czyli zawartością alkoholu w momencie wlania destylatu do beczki). Owe zawartości alkoholu, to: 125, 115, 105 i 90 proof (1 proof = 0,5%).

piątek, 9 sierpnia 2013

BOURBONOWE NOWOŚCI NA JESIEŃ 2013 (cz.I)

Jeszcze powoli, acz coraz większymi krokami, zbliża się sezon intensywnego wypuszczania na rynek kolejnych nowości z rodziny American Whiskey. Choć apogeum tego zjawiska zapewne, jak zwykle, sięgnie września (oficjalny Bourbon Heritage Mounth), to już zza winkla wychylają się co poniektóre egzemplarze:
1. Old Forester Birthday Bourbon 2013 - kolejna odsłona rodziny ekskluzywnych bourbonów, wypuszczanych na cześć fundatora Brown-Forman Corp., George'a Garvina Browna (urodziny w dniu 2 września), to 12-letnia small batch bourbon whiskey, zabutelkowana z zawartością alkoholu 97 proof (48,5%). Cena tej, dostępnej od połowy sierpnia br., whiskey na rynku pierwotnym ma wynieść 55$. Selekcji beczek, pochodzących z jednego sezonu (2001) dokonał sam Chris Morris, mistrz destylacji Brown-Forman.
2. Four Roses Limited Edition 2013 - to już kolejna doroczna odsłona linii Limited edition Small Batch Bourbon od Four Roses Distillery. Tym razem whiskey ta upamiętnia również 125. rocznicę premiery marki, którą destylarnia określa na 1888 rok. Prawda w tym względzie jest nieco bardziej skomplikowana (o czym pisałem już na łamach miesięcznika "Rynki Alkoholowe"), jednak w tym wypadku wygrywa (bo musi) zwykły marketing, PR czy jak kto woli... Wracając do samej whiskey, jak to zwykle bywa u Four Roses, jest to mieszanka destylatów, produkowanych wg różnych receptur. Tak oto edycja 2013 składa się z:
- bourbona 18-letniego (receptura OBSV)
- bourbona 13-letniego OBSK
- bourbona 13-letniego OESK
Limit tej edycji, to 8 tysięcy butelek nierozcieńczanej bourbon whiskey (barrel strength). Cena na rynku pierwotnym ma wynieść około 90$.
3. Parker's Heritage Collection Promise of Hope - to, póki co, najbardziej tajemnicza premiera jesieni 2013. Zgodnie z zapowiedzią Heaven Hill Distilleries każde 20$ z ceny, jaką za tę bourbon whiskey zapłaci konsument, zasili konto fundacji ALS Association. Ma to związek z wykrytą niedawno chorobą u mistrza destylacji HH Parkera Beama (pisałem o tym w lutym tutaj). Wiadomo, że po raz pierwszy w historii istnienia serii Parker's Heritage Collection będzie to bourbon w wersji single barrel (czyli z jednej beczki). Zawartość alkoholu ma być na poziomie 96 proof (48%). Whiskey leżakowała w beczce 10 lat.
Niedługo część II bourbonowych nowości na jesień 2013. Zapraszam do lektury!

poniedziałek, 29 lipca 2013

KOD ETYKIETY 4 - CZYLI JAK WYBRAĆ DOBREGO BOURBONA I NIE PRZEPŁACIĆ

"Czas w tym cyklu artykułów na poruszenie problemu, kto tak naprawdę wyprodukował naszą, wybraną mozolnie z gąszczu oferty, whisky. Z pozoru nie jest to takie trudne. Wystarczy na etykiecie butelki odnaleźć zapisy w stylu „Distilled by…” czy też „Bottled by…” Niestety w rzeczywistości ustalenie miejsca pochodzenia wybranej przez nas bourbon whisky może okazać się nie lada wyzwaniem. Wynika to z co najmniej kilku przyczyn, tak technicznych, jak i historycznych. I właśnie o tym w dzisiejszym odcinku Kodu Etykiety będę rozprawiał.
Distilled, Aged & Bottled
            Miłośnicy Single Malt Whisky, szczególnie w wydaniu Scotch, w omawianym tym razem względzie będą mieć znacznie łatwiej. Z reguły główna nazwa whisky niejako z automatu wyznacza miejsce jej pochodzenia. Glenfiddich, Macallan czy Springbank, to w rzeczywistości i nazwy marki i destylarni zarazem. Rzecz jasna i w tym świecie bywają wyjątki, jak chociażby pojawiająca się od niedawna na półkach polskich sklepów whisky Singleton, w przypadku której trzeba się jeszcze dokładnie wczytać, by destylarnię źródłową ustalić. Jednak wciąż jej rozszyfrowanie nie nastręcza specjalnych trudności. Inaczej niestety rzecz ma się w przypadku American Straight Bourbon Whisky.
            Po pierwsze, nie zawsze na etykiecie bourbona odnajdziemy nazwę destylarni źródłowej. Po drugie, nawet jeśli ją znajdziemy, to o dziwo może się okazać, że taka destylarnia istniała, ale dawno temu, albo nie istniała w ogóle. Czas zatem parę kwestii wyjaśnić.
            W początkach historii amerykańskiej whisky normą było, że destylarnie najczęściej działały pod egidą farmera, który swoje nadwyżki ziaren zamieniał na wodę życia. Z czasem powstawały duże destylarnie, skupujące hurtowo ziarna od farmerów, dla których destylacja w domu przestawała się powoli opłacać. Kolejną normą było również to, że destylarnie nie wprowadzały swojej whiskey do szerokiego obiegu. Tak naprawdę zajmowały się tym firmy specjalizujące się w obrocie tego cennego towaru. Czyniły to początkowo bezimiennie. Jednak z czasem, by wyróżniać się na tle konkurencji, zaczęły wprowadzać nazwy dla sprzedawanych przez siebie produktów. Tak narodził się rynek marek, których logotypy z całym bagażem nazewnictwa nie miały zupełnie nic wspólnego z destylarniami, realnie produkującymi konkretną whisky. W wielu przypadkach jest tak i dzisiaj. Wciąż powstają nowe marki bourbona, które na pierwszy rzut oka (a często i na drugi) zupełnie nie sugerują miejsca jego pochodzenia.
            Współczesna bourbon whisky pochodzi z trzech źródeł – z dużych destylarni, z niewielkich mikrodestylarni (zwanych jeszcze artisan lub craft distillery) oraz NDP (non-distiller producer) czyli firm, które nie destylują ani kropli sprzedawanych przez siebie whisky.
Big Distilleries
            Tych w USA jest ledwie kilkanaście. To Barton 1792 Distillery (dawniej Tom Moore), Heaven Hill Distilleries (ze swoją potężną destylarnią Bernheim), Booker Noe Distillery oraz Jim Beam Distillery (produkujące bourbony Jima Beama), Wild Turkey Distillery (a właściwie Boulevard Distillery), Brown-Forman Distillery (dawniej Early Times), Buffalo Trace Distillery, Four Roses Distillery, Makers Mark Distillery, Woodford Reserve Distillery oraz MGP Distillery (dawniej Lawrenceburg Distillers Indiana). To właśnie tych jedenaście, momentami potężnych w skali produkcji, destylarni obstawia rynek bourbon whisky w ponad 90%. I tyleż samo szans ma polski konsument na to, że przeglądając ofertę sklepową, natrafi właśnie na produkt którejś z nich. Z rozszyfrowaniem pochodzenia niektórych bourbonów z rodowodem wielkiej jedenastki jest nader łatwo. Tak jest w przypadku bourbonów Four Roses i Makers Mark. Tu praktycznie zawsze mamy pewność, że są to bourbony wyprodukowane w ramach jednej destylarni (choć z samym rozlaniem końcowego produktu do butelek bywa różnie). Tak samo powinno być w przypadku bourbona Woodford Reserve, jednak sprawa nieco inaczej wygląda dla różnych wersji tej whisky. Ekskluzywne limitowane wersje Masters Collection rzeczywiście w 100% produkowane są w Woodford Reserve Distillery, czego już nie da się powiedzieć w przypadku bardziej pospolitej wersji Distillers Select. Tu produkt końcowy jest efektem mariażu destylatów z Woodford oraz z Brown-Forman......”
To fragment czwartej części moich artykułów z cyklu "Kod Etykiety...". Do zapoznania się z całym tekstem tego artykułu zapraszam do najnowszego, lipcowego wydania miesięcznika Rynki Alkoholowe. 

piątek, 19 lipca 2013

ELMER T. LEE NIE ŻYJE

We wtorek, 16 lipca 2013 roku w wieku 93 lat zmarł jeden z największych i najbardziej utytułowanych mistrzów destylacji w historii bourbon whiskey - Elmer T. Lee.
O śmierci starego mistrza poinformował Mark Brown, szef Buffalo Trace Distillery, dla której przez wiele lat pracował Elmer T. Lee. Elmer urodził si w 1919 roku w okolicach Peaks Mill w hrabstwie Franklin, Ky. W 1936 roku ukończył Frankfort County High School i do końca 1941 pracował dla Jerman Shoe Company. Następnie służył podczas II wojny światowej jako bombardier w Amerykańskich Siłach Powietrznych, latając na samolotach B-29 przeciwko siłom japońskim. Zdemobilizowany w 1946 roku powrócił w rodzinne strony i podjął naukę na University of Kentucky, który ukończył z wyróżnieniem w 1949 roku.
Jego przygoda z whisky-biznesem rozpoczęła się jeszcze tego samego roku, kiedy to młody Elmer podjął pracę dla ówczesnej George T. Stagg Distillery (obecna Buffalo Trace). W 1966 dostał awans na plant superintendenta, by trzy lata później zostać plant managerem. 
Był rok 1984, kiedy to Elmer T. Lee skomponował dzieło pod tytułem Blanton's. Był to pierwszy komercyjnie oferowany bourbon w wersji single barrel. W 1984 Elmer przeszedł oficjalnie na emeryturę. jednak pracy dla swojej destylarni nie poprzestał - został ambasadorem destylarni Buffalo Trace. W 1986 destylarnia, w celu uhonorowania wielkiego mistrza, wypuściła na rynek kolejnego bourbona single barrel - Elmer T. Lee (którego obok kilku Blantonsów również posiadam w swojej kolekcji tutaj). 
Praktycznie do końca swoich dni Elmer w każdy wtorek odwiedzał swoją destylarnię, by spotkać się z przyjaciółmi, by porozmawiać z whisky-turystami i złożyć mnóstwo autografów oraz by dokonać selekcji beczek do kolejnych edycji Blantonsa. 
W 2001 roku Elmer T. Lee dołączył do grona znamienitości amerykańskiego whisky-biznesu, zebranych w Bourbon Hall of Fame. To nie jedyny tytuł honorowy, jaki przypadł w jego udziale. Do najważniejszych zaliczyć można również tytuły Lifetime Achievement Award 2002 od Whisky Advocate oraz ten sam tytuł w 2012 roku od Whisky Magazine. 
Od tej pory na rynku bourbon whiskey zostały już tylko dwa bourbony noszące nazwę ku czci żyjącego mistrza - Parkers Heritage Collection od Heaven Hill Distillerie (na cześć Perkera Beama) s oraz Russell's Reserve od Wild Turkey Distlillery (na cześć Jamesa Russella). Elmer T. Lee dołączył w tym sensie do Bookera Noe (Booker's Bourbon od Jima Beama). 

wtorek, 9 lipca 2013

NOWY KONKURS JACKA DANIELSA

Jack Daniels ogłosił właśnie kolejny swój konkurs skierowany do miłośników marki w Polsce. Znów do wygrania jest samochód, choć inny niż poprzednim razem (wcześniej chodziło o Jeepa). Oprócz super "fury" można też wygrać ponad dwieście innych nagród.
Aby zapoznać się ze szczegółami konkursu i ewentualnie wziąć w nim udział, kliknij tutaj. By przeczytać regulamin konkursu, kliknij tutaj.

niedziela, 7 lipca 2013

TRZY GENERACJE BOURBONA OLD TAYLOR

Old Taylor, to marka whiskey pochodząca jeszcze z XIX wieku. Jej kreatorem był Edmund Haynes Taylor Jr. - jedna z największych person amerykańskiego whiskey-biznesu. Skoligacony z prezydentem Zachary Taylorem, bankier, polityk, społecznik, wreszcie pasjonat bourbon whiskey. Był właścicielem i fundatorem rozlicznych destylarni w Kentucky, w tym OFC Distillery, zwanej obecnie Buffalo Trace. To on był autorem Bottled In Bond Act - przepisów prawnych, które dzięki jego staraniom weszły w życie w 1897 roku. Przepisy te miały na celu uregulowanie rynku whiskey w USA i wyeliminowanie nieuczciwych wytwórców i handlarzy bourbonem. To on również przez wielu znawców uznawany jest za ojca nowoczesnej sztuki destylacji w Stanach Zjednoczonych. 
W 1887 roku Taylor wybudował tę destylarnię, którą mam na myśli - Old Taylor Distillery we Frankforcie, Ky. To w niej destylował swojego bourbona Old Taylor do momentu wprowadzenia w życie narodowej prohibicji (1920-1933). Niestety nie doczekał jej zniesienia, gdyż zmarł w 1922 roku. W 1935 roku destylarnia przeszła w ręce National Distillers i wciąż pracowała pełną parą, produkując słynnego bourbona Old Taylor. Niestety w 1972 kupiła ją Jim Beam Corp., by ją praktycznie natychmiast zamknąć. Nie oznaczało to zniknięcia marki Old Taylor, jednak od tego czasu (po wyczerpaniu zasobu beczek z przejętej destylarni) Old Taylor stał się mało prestiżową whiskey, produkowaną w destylarni Jima Beama w Clermont. 
Na szczęście w 2009 roku markę Old Taylor kupił Sazerac i przywrócił ją dawnej destylarni OFC, a dziesiejszej Buffalo Trace Distillery (której jest właścielem). Reinkarnacja marki nastąpiła 2 lata później pod postacią bourbona Colonel E.H. Taylor Old Fashioned Sour Mash - rozpoczynając tym serię superlimitowanych edycji. Old Taylor znów zajął należne mu miejsce na półce super premium whiskey.

wtorek, 2 lipca 2013

KOD ETYKIETY 3 - CZYLI JAK WYBRAĆ DOBREGO BOURBONA I NIE PRZEPŁACIĆ

      "Witam w trzeciej odsłonie cyklu pt. „Kod etykiety…” poświęconego rozszyfrowywaniu napisów na etykietach bourbonów. Póki co mamy już za sobą odkodowanie zapisów dotyczących prawnych regulacji Kentucky Straight Bourbon Whisky. Pokrótce też nakreśliłem, jak interpretować dane dotyczące wieku interesującej nas whisky. Nieobce w treści powinny też już być takie napisy na etykietach, jak proof, unfiltered, non-chill filtered czy Bottled In Bond. Czas na kolejne wyrazy, które mogą nam w sumie wiele powiedzieć na temat oglądanej przez nas bourbon whisky.
Zapewne nie każdy z amatorów whisky zdaje sobie sprawę z tego, że większość dostępnych na sklepowych półkach butelek whisky powstała przez zmieszanie ze sobą destylatów pochodzących z dość dużej liczby beczek. Nierzadko ilość ta przekracza kilkaset sztuk. Zawartość opróżnianych beczek trafia do wielkich kadzi, w których dobrane według specyficznego klucza whisky są ze sobą mieszane. Tak powstała mikstura jest następnie testowana na okoliczność tzw. consistency czyli powtarzalności palety. Wynika to z bardzo oczywistego faktu. Bo jeśli na przykład jakiś konsument zasmakuje powiedzmy w bourbonie Evan Williams Black Label, to kupując go następnym razem (i następnym) oczekuje, że spotka się dokładnie z takimi samymi wrażeniami smakowymi, jakich doznał za pierwszym razem. I oczywiście ma prawo tego od producenta whisky wymagać. Jednak dla producenta nie jest to już takie oczywiste. Wynika to z faktu, że sezon destylacyjny sezonowi nierówny, beczka beczce, a zboża z danego roku zbożom z innego. Do tego dochodzą nieraz bardzo zmienne warunki klimatyczne podczas co najmniej kilkuletniego leżakowania beczek oraz szereg innych nieprzewidzianych zdarzeń losowych. W efekcie bardzo trudno jest tak po prostu uzyskać powtarzalność palety z roku na rok w linii konkretnego produktu. Sprawę ułatwia wówczas ilość beczek, jakie przeznacza się na zestawienie konkretnej edycji. Mówiąc wprost, im więcej beczek, tym łatwiej. Wynika to z prostej w metodzie arytmetyki. Mistrz destylacji, w zależności od potrzeb, może wówczas taką mieszankę 300-400 beczek wzbogacić o kilkanaście beczek z destylatami bardziej wyrazistymi czy starszymi tudzież odwrotnie – wszystko w ramach bezwzględnego utrzymania wspomnianej przeze mnie wyżej consistency. Niestety nie należy raczej od takich wersji, które zwyczajowo zwie się wersjami standard, zbyt wiele oczekiwać. Nie mówię absolutnie, że nie warto sobie nimi, będąc w sklepie, głowy zawracać. Nie brak w końcu na rynku i znakomitych wersji standard. Jednak prawdopodobieństwo ustrzelenia perełki w tym gronie nie należy do najwyższych. To nie koniec problemów. Otóż etykieta niestety nie zawsze pomoże nam wersję standard rozpoznać. Zwyczajowo żaden producent american whisky na etykiecie swojej wody życia w wersji standard napisu „standard” nie umieszcza. Okazuje się jednak, że nie każda whisky z etykietową pustką w tej kwestii należy do whisky standardowych. By jednak nie utrudniać (w końcu wymyśliłem ten cykl artykułów po to, by wybór ułatwiać), wszystkim tym, którzy szukają czegoś więcej niż tylko consistency, polecam zwrócić uwagę na takie napisy na etykietach bourbon whisky, jak „Small Batch” i „Single Barrel”.
Small Batch
W dosłownym tłumaczeniu small batch oznacza mały nastaw. Tu oczywiście pojawia się problem interpretacyjny wyrazu „mały” – bo w końcu określona ilość dla jednego może być jeszcze mała, ale dla innego już nie. Poza tym sformułowanie small batch w amerykańskim whisky-biznesie już dawno mocno się przewartościowało. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku rzeczywiście konsument miał do czynienia z produktem małego nastawu. Dziś jednak (nie licząc coraz to większej rzeszy amerykańskich mikrodestylarni) ponad 90% oferty rynkowej bourbona pochodzi ledwie z około 10 potężnych w swych mocach produkcyjnych destylarni. W takich destylarniach pojęcie małego nastawu nabiera cech oksymoronu w najczystszej postaci. Co zatem oznacza w takim przypadku sformułowanie „Small Batch” i czego możemy się po nim spodziewać? Już spieszę z odpowiedzią.
Do 1988 roku nikt oficjalnie o bourbonie w wersji small batch nie słyszał. Na półkach sklepowych królowały wersje standard, a w lokalnym obiegu z rzadka pojawiały się (z natury swej rzeczy ilościowo ograniczone) wersje okolicznościowe. Jednak w tym właśnie roku Booker Noe, ówczesny master distiller destylarni Jima Beama, zaoferował fanom gatunku kultowego już dziś bourbona Booker’s. Po jego sukcesie firma poszerzyła ofertę swoich bourbonów small batch o trzy kolejne – Baker’s, Knob Creek oraz Basil Hayden’s – całość nazywając Small Batch Collection (dostępną zresztą w Polsce). Jednak, jak się okazuje, to nie Booker’s był pierwszym oficjalnym small batchem, a niejaki Elijah Craig 12YO od Heaven Hill Distilleries, który w ręce konsumentów trafił 2 lata wcześniej, tj. w 1986 roku......”

To tylko fragment całego artykułu, będącego 3. częścią cyklu "Kod etykiety". By przeczytać całość, zapraszam rzecz jasna do najnowszego czerwcowego numeru miesięcznika Rynki Alkoholowe.